środa, 15 stycznia 2014

Wielkie nadzieje, czyli co mi może muzyczny 2014 przyniesie! Takie tam spekulowanie. ;)




Nowy rok – nowe oczekiwania! Wybaczcie, ale aż takim ekshibicjonistą :) nie jestem, by osobistymi sprawami się dzielić, zatem pozwolę sobie jedynie do kwestii czysto hobbystycznych, na muzyce się skupiających ograniczyć. A w tym polu zainteresowania mojego, sporo intrygujących wydarzeń się zapowiada. Nie tracąc, więc czasu na zbędne trucie do sedna przechodzę.

Black Label Society – Order of the Black nieco mnie swoją statyczną wtórnością rozczarował, tym większą nadzieję wyrażam na zatarcie tego wrażenia dzięki Catacombs of the Black Vatican.

Wolfmother – labilność Pana Stockdale’a rozbawia, rozwiązuje zespół, wskrzesza zespół i to w ciągu kilkudziesięciu dni zaledwie. Zatem loteryjna kwestia nagrania następcy Cosmic Egg? 

Cavalera Conspiracy – ja chcę, ja potrzebuje, takiego pierdolnięcia jak na Inflikted – żadnych wymówek!

Tool – wieki już minęły od Ten Thousand Days i pytanie się pojawia, czym dzisiaj jest, a precyzyjniej ujmując, czym może na nowo porwać swoich fanów.

Mustasch – ostatnie dwa krążki w porównaniu ze starszymi propozycjami dosyć przeciętne się okazały, zatem pod dużym znakiem zapytania forma, jaką na Thank you for a Demon zaprezentują.

Down – druga epka z tej czteroczęściowej planowanej pierwotnie, nadchodzi - przynajmniej ją już zapowiadają. I coraz mniejsza nadzieja, że ten nietrafiony pomysł porzucą i klasyczną formą do łask moich powrócą. 

Entombed – będzie / nie będzie? Na dwoje babka wróżyła! Okładka Back to the Front już czas jakiś temu zaprezentowana, premiera niestety przesunięta i pytanie zasadnicze, co z tego rozłamu w obozie legendy wyniknie, wszak nazwa tu fundamentem ;)

Mastodon – gdzie ich ewolucja zaprowadzi? Byle bym zrozumiał jej istotę na nowym krążku zawartą.

Opeth – genialny Akerfeldt nigdy nie zawodzi, może jedynie daje materiały do dłuższego ogarnięcia – szczególnie po tym przełomie na Heritage zawartym. Oczekuje, więc bardzo wiele.

Machine Head – czas na kolejny przełom! Unto the Locust jeszcze przełknąłem, a nawet miejscami licznymi smakował bardzo dobrze, ale odgrzanego kotleta w  przypadku nowego materiału już chyba nie strawie. Chociaż trudno być tak radykalnym – cholera wie jak go atrakcyjnie podadzą.

A Perfect Circle – podkręcony By and Down, marzę o nowym albumie w takiej właśnie jakości.

Soundgarden – czas pójść już za ciosem! Byleby ten kolejny atak równie skuteczny jak King Animal był.

The Company Band – mini album Pros & Cons porwał i apetytu na pełny krążek narobił.

Gentleman’s Pistols – grzebią się z tym nowym materiałem już nazbyt długo. Pytanie wzbudzając, czy zbyt słabe kawałki, czy zbytnia perfekcja produkcyjna w grę tu wchodzi?

High on Fire – jest singiel na rynku, czy znaczy to, że pełny krążek lada chwila nadejdzie?

Fear Factory – cisza po słabej The Industrialist nastała – byleby ona burzę zapowiadała :)

Lonely Kamel – jak ten czas szybko leci! Już trzeci rok od Dust Devil mija, może coś tam już przy kolejnym krążku majstrują?

Crosess - Chino Moreno i kolejny projekt w jakim paluchy macza w pełnej odsłonie.

Jurojin – piąty rok na debiut wyczekuje, a trzeci chyba już mija odkąd długograja zapowiadać zaczęli. Oby było warto by cierpliwym.

Rival Sons – może, może coś już w tym roku wysmażą. Chciałoby się!

Soen – debiut kapitalny zaliczyli, czas zatem potwierdzić jakość nazwy drugim albumem.

Switch Opens – liczyłem na album, dostałem info o wakacjach! Oby krótkich.

Oddland – najbardziej wyczekiwany krążek, ogromne nadzieje na wielką rzecz!

Orange Goblin – byleby nie przysnęli i na następcę Eulogy of the Damned zbyt długo czekać nie kazali.

Valley of the Sun – epką taką zawieruchę rockową mi zafundowali, że Electric Talons of the Thunderhawk wyczekiwany z obawą równą nadziei.

Sanctuary – koncert grają, ale czy krążek powrotny już komponowany?

Satellite Beaver - teraz Polska! Teraz petarda! Ma być i kropka.

Pantera – Down zjeżdża w otchłań to być może Pantera łeb podniesie? Kto wie, kto wie!

Rage Against the Machine – a ja tam nadal wierzę, że krążek nowy nagrają. A co więcej wiarę mam sporą, że będzie to wyjątkowo atrakcyjna muzyka.

Było o płytach to jeszcze zdanie o wydarzeniach koncertowych rangi niecodziennej. Dwie nazwy Black Sabbath i Soundgarden! Bilety już w posiadaniu – może los będzie na tyle łaskawy i ich zobaczę, a może będzie hojny i jeszcze inne atrakcyjne gigi skutecznie w kalendarz wpiszę? Oby :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj