Maryam Touzani (Turkusowa sukienka) w lżejszej konwencji, więc lekka dezorientacja, gdy jej poprzedni i jedyny mi dotąd znany obraz, mieścił się w przedziale dramatyczna obyczajówka, z mocnym tragicznym (były potężne dreszcze) finałem. Drugie życie zatem odbieram z mniejszym emocjonalnym zaangażowaniem, jako w konwencji bardziej optymistycznej (odpowiedni balans śmiechu i wzruszeń) osadzony, co nie znaczy że nie powinienem najnowszego filmu Marokanki, blisko związanej z Europą poważnie traktować. Tym bardziej, jako osobisty niezwykle, intymny z perspektywy podmiotu, bohaterki głównej, której prawzorem jak zrozumiałem babcia artystki i której to obraz został zadedykowany. Ponadto treść splata mi się z innym ostatnio oglądanym dramatem obyczajowym o uczuciowo-seksualnej części, zdawałoby się już przeterminowanego cieleśnie życia. Mam na myśli Wspomnienia płonącego ciała Antonelli Sudasassi, której film jednak odważniejszy i głębiej analizujący kosmate pragnienia. Drugie życie jest przede wszystkim romantyczne (romantyczne tête-à-tête w Tangerze ;)), równie czułe, emocjonalne i estetycznie urzekające myślę silniej, ale i szerzej ogólnie o godności w starzeniu ze stereotypami polemizujące. Egzotyczne, barwne, bowiem podczas projekcji niemal czuć zapach miejsc, przez co nietrudno sobie je wyobrazić i ulec złudzeniu. Wspaniale zagrane (niegdysiejsza muza Almodóvara na pierwszym planie), w otoczeniu z pięknych architektonicznych i przyrodniczych okoliczności, przedmiotów wartych tyle ile sentyment do nich, osoby z nimi zszytej. Słodycz i gorycz, z naciskiem pomimo mieszaniny nastrojów na pokrzepianie serc.
