O tym iż uznaję i szanuję nowy krążek Zakka i spółki niech zaświadczy fakt, iż waham się czy po kilkunastu latach przesunięcia zainteresowania BLS na niewielki margines, w końcu nie dorzucę z takim logiem świeżynki do kategorii dłuższego korzystania i być może pozostania jej na dobre pośród klasyków ekipy, do której rzecz jasna wracam ochoczo choć nie wtedy naturalnie, gdy mam ochotę na nutę przełamująca stereotypy. Może też powrócę do wydanej aż osiem lat temu Grimmest Hits, którą nawiasem pisząc także swego czasu przyjąłem ciepło, mimo że po czasie (jak chyba przeczuwałem) ześlizgnęła się na owy marginesik. Z tym że być może teraz przez dłuższą przerwę wydawniczą jestem bardziej stęskniony za stylem BLS, więc i może szybko Engines of Demolition nie podzieli losu poprzedniczki (cholera wie!) i nie wiem, wyciągnie ją z cienia, aby przekonać się czym mnie tak przyciągnęła, a potem się z codziennej eksploatacji wykluczyła - nie trudno sobie w sumie na to retoryczne pytanie odpowiedzieć! Wiem tylko bez gdybania i opierania się na automatyzmach myślowych, że oprócz obowiązkowych nieco jak zazwyczaj miałkich, bo od kalki komponowanych ballad (wystarczyłaby jedna, uzasadniona w hołdzie dla Ozzy'ego) cała reszta huczy jak należy, będąc motorem napędowym dynamiki płyty. Liczy się fajny nośny i ciężki zarazem riff oraz wraz z jednowymiarowym ospałym charczeniem wokalnym, przeplatanym jedynie w miejscach ukajania serduszek nudą, rzecz jasna solówkami w ilości obfitej o typowej charakterystyce nasiąkniętego southern rockiem heavy metalu. Wiadomo było że Zakk przełomowej formuły muzycznej nie zaproponuje (prochu na nowo nie wymyśli), bo jest tradycjonalistą, potężnie owłosionym zawiasem przyszytym do jeansu i skóry. Mógł tylko potwierdzić dobrą, prawidłową formę i to uczynił. Między innymi harleyowcy wznoszą za Engines of Demolition toasty, a ja jak będę kiedyś w jakimś barze podchmielony też może jeden zaproponuje. Nie chadzam od lat nazbyt często do takowych alko przybytków, choppera nie dosiadam, a tym bardziej nie trafiam do tych pod które podjeżdżają i sieją trwogę odrodzeni starcy po szychcie w korpo, to i mogę z takimi odważnymi deklaracjami się wychylać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz