Znając jedyna reżyserską wprawkę Jamesa Vanderbilta (Truth z 2015) i wiedząc, że wypadła naprawdę więcej niż porządnie, powinienem spodziewać się z góry kina względnie wysokiej klasy w sensie scenariusza i zarazem jego zaadaptowania oraz wysokich wymagań jakie zostały narzucone obsadzie. Jednocześnie gdy dotarły do mnie wieści, iż Russell Crowe wciela się tutaj w postać "czarującego" Hermanna Göringa oraz obawiając się, że temat nazistowski potraktowany perspektywą amerykańską, wróży kino bardziej megalomańsko-narcystycznie hollywoodzkie niż wiarygodne, to miałem spore obawy. W sumie Norymberga w interpretacji Vanderbilta okazała się zasadniczo właśnie typowo hollywoodzka, lecz korzystając ze wszystkich cech wysokobudżetowego kina, dlatego i zasilona w potencjał finansowy mógł pion producencko-decyzyjny postawić na najlepszych fachowców, nierzadko może rzemieślników, ale przykładających się do swojej pracy z rzetelnym zacięciem. Zatem jest konkretnie dobrze, poczynając od kwestii technicznych po samą robotę reżyserską, przez aktorsko kapitalnie rozegraną partię, gdzie AKTORZY wybitnie w inscenizacyjnym rygorze się sprawdzili, a właściwie to centralny Crowe (Malek w głębokim jego cieniu), w moim odczuciu wspinający się gracją mimo nadwagi na takie wyżyny, że wręcz miałem ochotę jego przepraszać, tłumacząc się jak bardzo muszę być głupi, że w niego nie wierzyłem. Tu się przez gigantyczne „gie” gra i gra przez gigantyczne „ef” fenomenalnie, ale niewiele w tej grze jednak prawdy życiowej. To teatr, znakomity ale szlachetnie imitacyjny spektakl, w którym jest dużo fragmentów wielkiego bo rzetelnego niezwykle teatru w kinie - najbardziej rozmowa w celi czy rozgrzewające i przygnębiające sceny finałowe. Jest też pewien szczegół, rodzaj klamry odnoszącej się do prawdy historycznej, ale i współcześnie globalnej, więc i naszej rzeczywistości, że po trupach do celu - jeśli posiada się najgorsze ambicjonalnie cechy osobowościowe. Morał jest to rzecz jasna banalny w swej psychologicznie spójnej istocie, ale dzisiaj mnóstwo łbów na tą oczywistość impregnowanych i mnóstwo łbów z chorej zawiści czy ambicji pozbawionych refleksji, więc trzeba na wszelkie sposoby, korzystając z każdej sposobności przypominać jak się kończy dopuszczanie do władzy plujących jadem zwykłych nikczemników, tudzież nieudolnych bez wsparcia hołoty mentalnych zer, którym stanowiska, pozycja i związane z nimi możliwości totalnie i błyskawicznie priorytety przestawiają. Podawajcie w przyklęku ludzie dalej na tacy takim indywiduom narzędzia rewolucyjne, to popatrzycie sobie jeszcze zanim zdechniecie jak wasz świat k**** płonie. Niech was lepiej zawczasu ch*** strzeli, jeśli się macie nie opamiętać zanim.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz