Bardzo uroczo, z intelektualnym wdziękiem z epoki. Z mnóstwem tak samo charakterystycznych głosów, jak rozpoznawalnych natychmiast twarzy: Gustawa Holoubka, Ireny Malkiewicz, Kaliny Jędrusik, Tadeusza Janczara, Barbary Kraftówny, Wieńczysława Glińskiego, Aleksandra Bardiniego, Edwarda Dziewońskiego, Ignacego Machowskiego, Aleksandra Dzwonkowskiego, ale i Krystyny Sienkiewicz oraz Siemiona, Łazuki, czy w epizodzie Leopolda Tyrmanda. Zaprawdę wielcy i najwięksi i chciałoby się mieć to szczęście i wypić z taką śmietanką towarzyską kawkę lub coś mocniejszego w SPATiFie, ale czy byłoby jednak tak stu procentach racjonalne dzielić z tym pokoleniem surowe doświadczenia wojenne i powojenne? To już byłoby raz ryzykowne, dwa wymagające, więc wracając do setna patrząc na ekran jest łatwiej, bezpieczniej i bardziej jednak idealizująco. Można więc między innymi skupić się na przyjemnie dopasowanej muzyce Krzysztofa Komedy, w której ambitne akcenty w rozrywkowej formule, człowiek ikona tamtych czasów, cudownie zaaranżował. W sumie nie często ostatnio korzystam (kino współczesne pomimo innej specyfiki żyje i ma się dobrze), lecz lubię takie wdzięczne, staromodne granie, ten czarno-biały, a mimo to ilustracyjny niebywale charakter obrazu oraz czar wielkich ARTYSTÓW i ich osobowości, których klasa ma ten powiew lekkości we wzbudzaniu podziwu i aplauzu. Szanuje zatem dawno zapomniane maniery i korzystam z rozmachem z obserwacji niegdysiejszych stosunków społecznych, wyższego levelu kurtuazyjnych relacji, równie jak jestem zafascynowany ówczesną szaro-burą w rzeczywistości ulicą, którą pokazywano tak, że gdyby nie socjalizm architektoniczny, cechy też drugoplanowe czy warunki materialne, można by mylić z planami z urokliwej małomiasteczkowej Francji. Bowiem sznyt naszej ówczesnej „bulwarowej farsy mieszczańskiej”, to myślę jawne nawiązanie do lekkiego, bez napinki artystycznej kina francuskiego - z oczywiście wymienionymi cechami realiów naszej części Europy. Jest tu też ździebko nawiązań do filmowania przedwojennego, bo wzorce szlachetne, choć archaiczne wciąż jeszcze wówczas, przez pryzmat nostalgii i sentymentu świeże. Obok zarazem, w osnutej talentem artystycznym symbiozie, trochę nowoczesności, w jednak przede wszystkim klasycznej oprawie, gdzie czar przystępności uzyskany za sprawą skromnych, jednakże intelektualnie błyskotliwych narzędzi satyrycznych.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz