niedziela, 10 stycznia 2016

Born on the Fourth of July / Urodzony 4 lipca (1989) - Oliver Stone




Dojrzewanie młodzieńca w patriotycznej atmosferze, w klimacie surowego katolickiego wychowania, kształtowanie jego postaw, charakteru pod wpływem amerykańskiego snu o potędze, gdzie ambicje prym wiodą, gdzie trzeba być zawsze pierwszym w walce z jasno zdefiniowanym, jednowymiarowo rozumianym złem. W antykomunistycznej psychozie przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku skonfrontowanych z sielanką dobrobytu materialnego pośród malowniczych przedmieść. Z tego miejsca bohater pochodzi i z takich realiów naiwny zmanipulowany przez łagodną bo sytą propagandę gówniarz przy po części dumnej i milczącej jednocześnie aprobacie rodziców zaciąga się do wojska i z miejsca trafia w wir wojennej zawieruchy. Do piekła na ziemi, gdzie wojenne realia pełne brutalnego chaosu, obdartego z romantycznego bełkotu o chwale w walce z siłami ciemności. Tutaj w kontraście do Ameryki, kraju spełniających się marzeń Wietnam pogrążony w pożodze wojennej zawieruchy, gdzie nie ma prostych podziałów na zło i dobro, gdzie życie ludzkie traktowane instrumentalnie, a interesy mocarstw naturalnie ponad dobrem zwykłego człowieka stawiane. To nie zabawa w bohaterów dla zaszczytów i orderów, to krwawa jatka w której niewinność i szlachetne intencje giną w konfrontacji z bezsilnością wobec okrucieństwa. Powrót z tego piekła do względnej normalności wręcz niemożliwy, kiedy reperkusje natury fizycznej i psychicznej kroczą za człowiekiem. Kalekie ciało i skrajnie rozstrojona psychika, poczucie winy i ustawicznie powracające traumatyczne wspomnienia to bariery nie do pokonania. Życie weterana w kulturze antywojennej hipisowskiej retoryki wespół z własnymi gorzkimi refleksjami obrazu zniszczenia dopełnia. Rodzina i problemy dnia codziennego, powszedniej egzystencji w aureoli bohatera z jednej strony i z pogardą wobec kata z drugiej. Totalne zagubienie w skomplikowanej rzeczywistości, bez miejsca dla rozsądku, bo trudno o zimne spojrzenie, kiedy w człowieku rany krwawiące i bezradność przejmująca. Emocje dominują i one ścieżkę wytyczają, a całkowite zatracenie jej kresem. Born on the Fourth of July to więcej niż film, to przejmujący antywojenny manifest, to dzieło złożone i przenikliwe. Pełne emocjonalnego napięcia, wzruszające i przygnębiające. Bogate w sensie przeżycia i dostarczające skompresowanej wiedzy niczym kronika historyczna z szerokim kontekstem społeczno-politycznym. Majstersztyk reżyserski Stone’a i aktorski Olimp Cruise’a. Obraz którego nie sposób zapomnieć – NIGDY!

P.S. W pewnym sensie Urodzony 4 lipca to obraz bliźniaczy z Plutonem, ale tylko w mocno okrojonym rozumieniu. Kiedy dla Chrisa miejscem głównego dramatu wietnamska dżungla to dla Rona wojna była tylko krótkim preludium, a jej konsekwencje dopiero po powrocie najbardziej druzgocące.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj