poniedziałek, 18 stycznia 2016

The Big Short / Big Short (2015) - Adam McKay




Taka petarda od tego reżysera? Niewiarygodne! Zatem; a) oszukiwały mnie do tej pory pozory, b) nastąpił przełom. :) Zastanawiam się teraz która odpowiedź prawidłowa i ciężko jednoznacznie stwierdzić. ;) Ok, do sedna! Zbieram fakty, przemyślenia i mam nadzieję, że zrobię wrażenie w chociaż w ułamku taką błyskotliwością na jaką stać było McKay'a i zbuduję tekst, który połączy inteligencję i poczucie humoru by finalnie morałem bezpretensjonalnym spuentować. :) Lekcja ekonomii w praktycznym wydaniu, znaczy eksperyment na żywym organizmie w wykonaniu finansjery, rezygnując z dobrego wychowania i językowej ogłady, chciwych skurwieli w nienagannie skrojonych garniturach. Takich korporacyjnych żołnierzyków o szerokiej  randze, w galowych mundurkach prezentujących się w nich przykładnie i wzbudzających zaufanie swoją kwiecistą gadką. Mamiących nienagannymi manierami i wiedzą tajemną dostępną wyłącznie absolwentom prestiżowych uczelni, wprowadzonych w świat praktycznego wykorzystania dostępnej władzy - znaczy oszukiwania! Wszystko w rozrywkowej formule, aczkolwiek żeby pozostać uczciwym (sic!) z nienachalnym moralnym kręgosłupem i ogromną przenikliwością. Film zrobiony z fantazją i rozmachem - zabawny i inteligentny, stąpający twardo po gruncie ale też z pełną świadomością unikający nazbyt wyeksponowanej powagi. To jest jego najlepszą kartą przetargową, że twórcom udało się odnaleźć idealną równowagę pomiędzy istotną wagą tematu, a atrakcyjną formą. Nie sztuką jest strzelić wykład, prawdziwym wyzwaniem jest by na nim słuchacze nie przysnęli. Potrzebne więc liczne sugestywne przykłady, obrazowe metafory, zabawne anegdoty i zaskakujące pomysły narracyjne. Poszukał zatem Adam McKay bezpośredniego kontaktu z widzem pozwalając jednej z kluczowych postaci zwracać się do niego wprost z ekranu, dorzucił do fabuły marginesy z których do akcji przez moment wkraczają celebryci. Doprawił wartką akcję prowadzoną dynamiczną kamerą licznymi przebitkami, nieco ujęcia podrasował i nadał im nerwowy puls. Nie przeszarżował jednak w tym hollywoodzkim uatrakcyjnianiu notabene akademickiego wykładu i nie zrobił z ważnego tematu błazenady. Zatrudnił do obsadzenia kluczowych ról śmietankę aktorską w osobach Christiana Bale'a, Brada Pitta, Ryana Goslinga i Steve'a Carella oraz energetyczną muzyką bonusowo tempo podkręcił. Wszystko zagrało z aptekarską dokładnością, czyli aktorzy sięgnęli osobistych wyżyn, scenariusz przyjął formę pasjonującą, a realizacja niebanalna uwypukliła całe bogactwo drzemiące w skrypcie. Oglądałem z ogromną przyjemnością, uwiedziony warsztatem zaangażowanych fachowców ale przede wszystkim zafascynowany przedstawionymi wydarzeniami i przerażony mitami na których współczesna gospodarka się opiera. Chociaż trzeba być zupełnym naiwniakiem zakładając, iż zachłanni skurwiele trzęsący fundamentami świata w większości posiadają moralne kręgosłupy i poddani pokusie zysku analizują wpływ ich chciwości na losy maluczkich. "Greed is good" jak twierdził legendarny Gordon Gekko. :) Bogactwo i ambicje, kontra odpowiedzialność i poświęcenie! Mógłbym bez wahania wskazać co w tym równaniu przeważy, gdyby nie moja ciągła wiara w ludzi - że przecież twarz ma się tylko jedną i żadna kasa nie jest w stanie zwrócić utraconej wiarygodności czy wypracowanego szacunku. Sprawiedliwość i moralność to podobno filary naszej chrześcijańskiej cywilizacji - pierwszy owocem drugiego, pierwszy rzecz oczywista jednocześnie gwarantem utrzymania drugiego. Zbyt łatwo jednak zachwiać nimi - istnieje czynnik który dokonuje tego z łatwością. :( Pieniądzem go nazwaliśmy. 

P.S. Zapomniałem o założeniu ze wstępu, bądź umiejętności mi brakło. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj