niedziela, 3 stycznia 2016

Strangerland (2015) - Kim Farrant




Film przez koneserów, ludzi w temacie rozeznanych polecony, bo pewnie sam bym się z własnej inicjatywy nie zainteresował, gdyż reżyser a zachowując poprawność reżyserka nieznana i jedynie trójka aktorów uwagę przyciągająca - Nicole Kidman, Joseph Fiennes i Hugo Weaving. Taki skład personalny, co najmniej dobry warsztat musiał gwarantować, jednako nie same nazwiska gwiazd o jakości filmu decydują, stąd dystans początkowy i oczekiwania ograniczone. Starczy pustego mielenia ozorem, w tym konkretnym przypadku stukania w klawiaturę - czas na konkrety. Zatem w telegraficznym skrócie, same fakty bez zbędnego filozofowania. Miejsce akcji, małe miasteczko pośród surowej egzotycznej przyrody zagubione. Bohaterowie, ludzie po intensywnych przejściach, uciekający bezskutecznie przed traumami i ich reperkusjami. Temat odważny, bezdyskusyjnie kontrowersyjny, poruszający i pobudzający emocjonalne zaangażowanie. Tempo mozolne, lecz napięcie permanentne i klimat duszny niczym warunki klimatyczne w jakich akcja rozgrywana. Sypie więc Kim Farrant piaskiem po oczach, dolewa z każda minutą oliwy do ognia, prowokuje i jasnych odpowiedzi na nurtujące pytania nie daje. Do końca niemal brak dowodów o pewności decydujących, masa spekulacji, których źródło między wierszami. To dramat tajemniczy i niepokojący, intrygujący w warstwie merytorycznej i wizualnie zachwycający. Kapitalnie okiem kamery surową i wymagającą przyrodę ukazujący, taki mocarny, że chwilami ponad miarę, zbyt potężnie mną potargał - tak aż ciężko ślinę przełykałem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj