środa, 2 kwietnia 2025

Mickey 17 (2025) - Joon-ho Bong

 

Będzie w miarę krótko - zwięźle ale bez potraktowania aroganckiego z góry, bo mimo że Mickey 17 nie trafił mnie w to miejsce które w wydaniu kinowym potrafi zrobić dosadne kuku albo rozmiękczyć tkankę, to bawiłem się podczas seansu znakomicie - frajda, czysta frajda!. Zasługa podstawowa w tym oddziaływaniu fantastycznego aktorstwa, gdzie w tle prym wiedzie fenomenalny Mark Ruffalo w demonicznie groteskowym, że aż ochy i achy tandemie z jeszcze bardziej przebiegle złowieszczą Toni Collette, a sam pierwszoplanowy Robert Pattison w podwójnej roli, wyrasta mi systematycznie na gościa któremu chyba żadna aktorska twarz w karierze nie będzie obca, mimo iż kiedyś u zarania w jego mega wysokich lotów talent i warsztat nie bardzo wierzyłem. Drugie natomiast to scenariusz jaki wprowadza niezła zamotę, przesłanie także niosąc nie jedynie zabawnie kąśliwe, ale głębsze - przesłanie etyczne. Poza tym dialogi kapitalne i paskudy udane, jakie z pozoru robiły, przez kilka może minut projekcji może mało przekonujące wrażenie, a z czasem ich znaczenie i forma trafiona urosła, nabierając mocy i sympatię niemałą wzbudzając. Wyszło typowi od nieco przehajpowanego Parasite coś naprawdę fajnego, bez nadmiernej spiny podane w warstwie treści, świetnie wizualnie nawiązujące jak mniemam do Piątego Elementu Bessona, bądź Pamięci absolutnej Verhoevena czy w jeszcze mocniej pojechanym stanie cronenbergowskiej eksplozji mrocznej fantazji. Ja kupuję taką stylizację przede wszystkim w tych dwóch pierwszych przykładach, więc trudno bym teraz ponad potrzebę ogólnie nosem kręcił, mimo że ta nieco chaotyczna, zabawna bardzo, jednako dramaturgią nierówno stojąca, jak najbardziej stuknięta wizja wielosztuk nawiązań (władza, etyka, kolonializm, inaczej komentarz społeczny do dystopijnej obecnej rzeczywistości, próżność, chwilowość, ale i dla harmonii szlachetność czy wreszcie po prostu miłość czysta jako równowaga we wszech uniwersum) w jednej formie scie-fi farsy bodaj niekoniecznie wchodzi na poziomy wybitne. Poza tym finał może widowiskowy, ale rozczarowujący, albo przynoszący co najmniej niedosyt. Nosek miał nie strzelać foszka, a strzelił – przepraszam za niego. Mariuszowi się podobało, a nosek wymagający niech cierpliwie poczeka na jakąś ucztę w pełni jego i właściciela porywającą. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz