piątek, 3 lipca 2015

Tribulation - The Children of the Night (2015)




Spory ruch wokół siebie wraz z nowym krążkiem wywołali. On zrozumiały, gdyż po dwóch albumach, które względnie klasycznej formuły deathmetalowej się trzymały, teraz spora wolta stylistyczna nastąpiła, a dzieci nocy świadomie sięgnęły do bogatej spuścizny melodyjnego heavy lat osiemdziesiątych, gotyckiego mroku, folkowej przaśności, ewentualnie klimatycznego black metalu dziewięćdziesiątych czy nawet przychodelii przełomu 60/70. Tylko ignorant pozbawiony elementarnej wiedzy odnośnie historii metalu i rocka będzie twierdził, że to takie nowe czy odkrywcze. Oni przecież jedynie na swój sposób stosując klasyczne triki ukręcili kawał niezwykle chwytliwej muzyki o wzorce sprzed lat opartej. Ona oprócz przebojowego potencjału zawiera w sobie sporą dozę ciekawych aranży, czy intrygujących detali. Podana w formule krystalicznie czystego brzmienia, dopieszczonego niemal wymuskanego z wysuniętymi na plan pierwszy szczwanie utkanymi gitarowymi strukturami będącymi zarówno trzonem jak i porywającym jego dopełnieniem - ach te solóweczki! :) Te sprytne aranżacyjne zabiegi nie pozwalają by o The Children of the Night napisać, iż przesyt oklepanych rytmicznych patatajek i miałkich melodyjek zdominował całość doprowadzając słuchacza do przekonania, że grając metal tylko banał i festyn rozsiewają na potęgę. Posiadają wychudzeni Skandynawowie niekwestionowany talent i umiejętność odnalezienia się w nowej dla siebie konwencji stylistycznej. Potwierdzają to nastoma kompozycjami i jeśli nawet nie goszczą w moim stereo nader często, bo ta stylistyka obecnie nie stanowi obiektu mojego większego zainteresowania to z pewnością jest to przyjemna porcja nostalgii we współczesnym wydaniu. Słuchając The Children of the Night powracam w myślach do wielu ikonicznych albumów o bardzo szerokich gatunkowo ramach - wiem też, że to chwilowe sentymentem sterowane zainteresowanie, które już za chwile miejsca ustąpi aktualnym fascynacjom. Dodam jeszcze, że pomimo instrumentalno-kompozycyjnej fachowości jedna rzecz w obecnym obliczu Tribulation mi nie gra. W miejscu w którym za sprawą The Children of the Night się znalazło potrzebuje wokalisty, który pisząc dosłownie śpiewać potrafi. Niestety Johannes Andersson prócz sztucznie przestylizowanych krzyków i okazjonalnych teatralnych szeptów nie pokazał czy stać go na potężne czyste zaśpiewy. Tak się teraz zastanawiam w jakim kierunku wkrótce podążą, czy może do bardziej agresywnego mielenia powrócą, czy też dalej (stosując w opisie uproszczenie) w heavy formułę brnąć będą. Jeśli drugie rozwiązanie ich kierunkiem to dokooptowanie do składu człowieka który ten kompozycyjny potencjał czystym śpiewem dopełni obowiązkowe. Dzisiaj i ewentualnie w przyszłości Tribulation z aktualną fakturą wokalu będzie dla mnie potwierdzeniem przekonania, że nic nie hamuje rozwoju grupy tak skutecznie jak nieodpowiedni głos na pierwszym froncie. Może cholera się czepiam lecz takie moje odczucie, iż tu wokalu z prawdziwego zdarzenia trzeba, by pełen potencjał z muzyki Tribulation został wydobyty. 

P.S. Poniżej lista, kogo konkretne wpływy ja tutaj słyszę. Od Iron Maiden, Mercyful Fate, Candlemass po Dissection, Opthalamia, Witchery czy nawet po części stary Amorphis i Tiamat. I to wyłącznie okrojone skojarzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj