poniedziałek, 5 grudnia 2016

Testament - Demonic (1997)




Przyznaję (i tu upatruję ryzyka ale o tym na koniec), że jestem akurat fanem tej deathowej maniery wokalnej Chucka Billy’ego, stąd Demonic naturalnie w mojej osobistej hierarchii albumów Amerykanów lokuje się w ścisłej czołówce, tak zaraz po The Gathering i Low. Oczywiście od lat systematycznie smakuję albumy z pierwszej i drugiej dekady XXI wieku, jak i naturalnie często sięgam także po klasyki z lat osiemdziesiątych, to jednak ołtarzyk wystawiam przede wszystkim The Gathering i albumom odpowiednio z 1994 i 1997 roku. Obydwa czołowe z pudła wydawnictwa już w recenzjach/refleksjach sportretowałem, pozostało zatem skompletować trójcę i o Demonic kilka słów skrobnąć. Kluczową cechą krążka skręt w stronę nowoczesnego, współczesnego trendom z lat dziewięćdziesiątych grania. Czuć wyraźnie echa łojenia spod znaku Pantery czy Machine Head ale w takim autorskim wydaniu, czyli inspiracje są ale przefiltrowane przez styl typowo testamentowy. Biorąc pod uwagę fakt, że w tym okresie na klasyczne thrashowe młócenie w tradycji heavy nie było koniunktury to ten ruch nie tylko wniósł do brzmienia grupy nowy oddech ale jeszcze zwyczajnie pomógł przetrwać z klasą ten okres posuchy. Podobał mi się wtedy, wrażenie na mnie robi i obecnie ciężarny sound przez speca od gałek wykręcony, który  nie stracił na atrakcyjności i zachował dynamikę pomimo upływu lat. On potężny, odpowiednio masywny i sterylny. Dźwięk dudni, charczy i pręży swoje muskuły – tryska testosteronem osadzony w średnim, czasem bardziej żwawym tempie lecz bez galopad, patatajek. :) Billy natomiast ryczy niczym rozsierdzony bawół czy inny potężny bizon z czym mu naturalnie do twarzy zważywszy na jego krępą fizyczność i indiańskie pochodzenie. Tonu dopełniają sprawnie odegrane partie instrumentalistów, a wisienką jest mechaniczna i cholernie precyzyjna gra Gene’a Hoglana. Chociaż dla większości zagorzałych wielbiciel legendy Testamentu nie jest to czołowe ich dokonanie, ja idąc pod prąd myśleniu stadnemu, indywidualnie spostrzegając rzeczywistość, na subiektywną ocenę się odważę i będąc świadomym presji ewentualnej publicznej chłosty Demonic pośród ikonicznych krążków grupy postawię. Tak przekonany o swojej racji jestem! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj