sobota, 7 czerwca 2014

Black Swan / Czarny łabędź (2010) - Darren Aronofsky




Aronofsky jeszcze w doskonałej formie, a dlaczego tak twierdzić mi przychodzi, choć sam z autopsji wartości będącego aktualnie na językach ;) Noe’go nie poznałem? Bo trudno przyjąć, że krytyczna opinia tak wielu (szczególnie tak znaczących) odnośnie najświeższej produkcji, tego przecież wybitnego reżysera, chybiona. Tyle tytułem wstępu i żalu do Aronofsky’ego, że mu się takowe potknięcie przydarzyło. Wybaczam i z pewnością jeszcze autorsko ekranizacje biblijnej przypowieści ocenie, a teraz do tego, co najlepsze zdarzyło mu się wysmażyć powrócę. Oscarowe i inne laury zebrane i bez przesadnej podniety napiszę, że całkowicie one uzasadnione. Jaram się taką surową manierą, jaka w Czarnym łabędziu bezwzględnie dominuje – bez nadęcia i egzaltacji sztucznie nakręcanej. To wrażenie jakoby z bohaterami z krwi i kości się spotykało, w prawdziwym życiu postaci uczestniczyło. W tym wypadku z wartością dodaną jaką intrygujący wgląd w ludzką psychikę. Poświęcenie, cel dla którego się żyje, który jednocześnie katem jest. Spełnienie marzeniem, a po drodze pustka i psychoza następstwem obsesji będące. Rola sceniczna do świata realnego się wkradła i władze nad aktorem przejęła, kruchą, delikatną istotę w bezwzględną paranoiczną postać zmieniła. Co ona jest w stanie zrobić, jak daleko w działaniach się posunąć by spełnić własne lub otoczenia ambicje? Porywające role Natalie Portman, Vincenta Cassela, Mili Kunis czy epizodyczna Winony Ryder w pełnej krasie uwydatniły wszelkie niuanse charakterów i dyspozycji psychicznych, plus scenariusz niebanalny oraz tło muzyczne spójne z obrazem i realizacja precyzyjna dzieła dopełniły. Obraz chłodny, srogi i oszczędny w sensie środków, a przebogaty w znaczeniu emocjonalno-intelektualnym, tak intensywnie ekscytującym finałem zamknięty. To jest kino, to jest przeżycie, to uczta prawdziwa! Proszę zatem Pana Aronofsky’ego w przyszłości o więcej takiej ekranowej ambrozji. :) Chcę się zachwycać, w superlatywach rozpływać zamiast prób spieniężenia dotychczasowych artystycznych sukcesów doświadczać - żądam dzieł równych Czarnemu łabędziowi, Requiem dla snu czy Zapaśnika! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj