piątek, 12 czerwca 2015

We Need to Talk About Kevin / Musimy porozmawiać o Kevinie (2011) - Lynne Ramsay




Drugie podejście do tego obrazu machnąłem i żeby nie budzić wątpliwości, już pierwszy seans konkretne, utożsamiane z silnym tąpnięciem wrażenie na mnie zrobił. Teraz ono tylko potwierdzone - może z szerszej perspektywy i głębiej w kwestii treść zanalizowane. Film to nietuzinkowy, z pewnością w żadnym stopniu rozrywkowy – bezwzględnie trudny i wstrząsający. Z użyciem poetyckim formy zrealizowany, pełen alegorii, sugestii czy aluzji. Potwornie duszny wizualnie, niczym senny koszmar, który rzeczywistością się okazuje. Głęboko przejmujący i przygnębiający, tylko dla emocjonalnych masochistów, bo to doświadczenie mocarnie na psychikę oddziałujące. Depresyjny i mroczny ale ponad wszystko cholernie przenikliwy. Wymagający od widza pełnego skupienia, intelektualnego wysiłku i odporności psychicznej. Poszarpany chronologicznie, niejednoznaczny interpretacyjnie, unikający łopatologicznych wyjaśnień, bez prostackiej moralizatorskiej histerii, pobudzający spekulacje z szeroką gamą poszlak do samodzielnego łączenia w wielopoziomowe konfiguracje. Bez tanich sztuczek wizualnych, skupiony na obrazie, który w podświadomości zakotwicza i liczne pytania rodzi. To film o konsekwencjach wszelakiego pochodzenia, o roli procesu wychowawczego, postaw rodzicielskich jak i genetycznych uwarunkowaniach kształtowania osobowości. Bezsilności wobec dziecięcej czy młodzieńczej opornej i nader spostrzegawczej psychiki. Wyostrzonej analitycznej ale bezdusznej percepcji otoczenia jak i pozbawionego krytyki egoistycznego rozumienia siebie w relacjach społecznych. Z końcową refleksją sprowadzoną do przekonania, iż wrodzone predyspozycje, nabyte postawy i wychowawcze błędy w kaskadowej formule łączenia konsekwencji, wieloaspektowe zaburzenia psychiczne implikują. One potwora w ludzkiej skórze kreują, którego czyny bezlitośnie okrutne. Klocki w dramatycznym układzie w ruch zostają wprawione, niczym bloki domino ku ostatecznemu tragicznemu finałowi zmierzając. Podstępnie i bezlitośnie słabości wykorzystujące, jednak z symptomami wyraźnymi, lecz z bezradnością wobec ich pulsującej dynamiki i trudno identyfikowalnej genezy. Dzieło przytłaczające formą i treścią, jednako niezwykle wartościowe, gdyż ostrzeżeń, jakie w sobie zawiera nigdy nie powinno się ignorować. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj