poniedziałek, 6 lipca 2020

The Mustang (2018) - Laure de Clermont-Tonnerre




Matthias Schoenaerts w kolejnej roli jest doskonały, ale to żadne zaskoczenie, bo akurat aparycja tego Belga w szczególności do ról zakapiorów o miękkim sercu go predestynuje. Mustang w roli mustanga też bardzo pierwsza klasa, a postawienie bohatera zwierzęcego na tej samej płaszczyźnie co aktora jest tu zupełnie na miejscu, gdyż poza powściągliwym zbudowaniem tła z fragmentów przeszłego życia postaci granej przez  Schoenaertsa, to w powyższym tandemie i chemii pomiędzy jego żywymi elementami tkwi główny walor tej produkcji. Film to jak się spodziewałem z tych z rodzaju kameralnych i surowych, gdzie pieniądze wpompowane myślę liche (nota bene producent z wielkim nazwiskiem i wielką aktorską historią), a efekt bez żadnej dodatkowej pompy momentami wręcz znakomity. Tyle że docenienie wartości takiego kina, to domena widza o ascetycznej wrażliwości estetycznej, z jednoczesnym rzeczowym sposobem spojrzenia na brutalną rzeczywistość i dla równowagi w tym pożądanym układzie cech potrzebą doznawania spełnienia w emocjonalnym kontakcie z prostotą ale o znacznym temperamencie. Wtedy to kino o małej ilości słowa i wysokim natężeniu  pulsu podpowierzchniowego będzie wzruszało aż do ronienia ukradkiem łez włącznie. Jestem pomimo świadomości tych rygorystycznych cech przekonany, że znajdzie się całkiem spore grono widzów, którzy docenią to inspirowane autentycznymi wydarzeniami, zaskakująco szorstkie kobiece spojrzenie na historię o dzikim koniu i dzikim człowieku w niewoli.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Drukuj