poniedziałek, 9 lutego 2015

Beastmilk - Climax (2013)




Trochę w ostatnim czasie posucha wśród muzycznych premier, stąd poszukując ciekawych dźwięków intensywnie wertuje magazyny muzyczne i sieć przeczesuje. Wtedy to wpadam na grupę, której istnienia byłem świadom, jednakże jakoś niedane mi było dotychczas spróbować, co sobą w praktyce reprezentuje. Tym sposobem odpaliłem testowe dźwięki Climax i potocznie rzekłszy, bakcyla połknąłem. Zapoznałem się od razu z całością albumu i odtąd systematycznie wciągany jestem w te dźwięki. Co nader zaskakujące inspiracje Beastmilk bez wątpienia czerpie ze sceny lat osiemdziesiątych i nurtów, których nigdy wyjątkowym sympatykiem nie byłem, a które kojarzone z szerokim gronem grup pokroju The Cult, The Sisters of Mercy, Fields of the Nephilim, Joy Division, Killing Joke czy po części The Cure i Bauhaus. Nie mam zatem zamiaru zgrywać znawcy tematu, bo wiedza moja bardzo ograniczona, znajomość dyskografii powyższych dość pobieżna, a pokora wobec bogactwa gatunku spora. Napisze tylko, że czując wyraźnie w muzyce Beastmilk ten zimno i nowofalowy oddech oraz garściami czerpane od legend stymulanty, byłbym skrajnie niesprawiedliwy gdybym jednoznacznie tych mieszkańców Helsinek jedynie epigonami nazwał. Oni przecież w odróżnieniu od prekursorów zawarli w kompozycjach coś, co pozwoliło przytulić mnie do ich albumu. Jest w Climax niezwykły magnetyzm, który przyciąga ze sporą mocą i hipnotyzuje intensywnie. Wgryza się w podświadomość i pewną rewoltę w moim subiektywnym postrzeganiu muzyki czyni. Zawiera w brzmieniu odpowiednią dawkę brudu przez co unika nadmiernej sterylności, która powstrzymywała mnie przed głębszym zapoznawaniem się z płytami wyżej wymienionych ikon nurtu. To sprawia, że postrzegam ekipę Kvohsta jako mimo wszystko pewną względnie nową jakość na scenie. Łącząc bowiem przebojowe o naturalnym popowym szlifie, wielokrotnie już w historii rocka powielane patenty z alternatywnym chwilami psychodelicznym klimatem i nihilistycznym przesłaniem stworzyli hybrydę, która spore nadzieje na przyszłość we mnie wzbudza. Już czekam więc na kolejny krążek, bo dynamika wydarzeń wokół grupy dość duża, a apetyty zdumiewająco pobudzone.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj