wtorek, 5 maja 2015

Boogie Nights (1997) - Paul Thomas Anderson




Paul Thomas Anderson jako reżyser cuda wyczynia. Bawi się ujęciami, klimat muzyką podkręca, wybornie obsadę dobiera i na najwyższe obroty w kwestii warsztatu wkręca. Głęboki wgląd psychologiczny stosuje i w przenikliwy sposób refleksje snuje. Taki z niego potencjalny chirurg anatomię i fizjologię obiektu studiujący, a może bardziej patolog, który autopsje przeprowadza i powód zgonu próbuje nakreślić. Tym denatem ludzka przyzwoitość i godność w obliczu sławy i pieniądza. Bohaterami opowieści ludzie po przeróżnych przejściach – zepsuci i zgorzkniali cynicy, sfrustrowane bezradne ofiary własnych potrzeb i popełnionych błędów, ale także naiwne gówniary i narcystyczni gówniarze, złapani na przynętę łatwizny. Grube ryby i małe płotki w jednym zbiorniku pływające. Temat wyjątkowo kontrowersyjny na warsztat wrzucony i w sosie stylu Andersona zanurzony. Biznes pornograficzny to w oczach Andersona uzależniająca i wyciskająca z żywiciela człowieczeństwo branża – im więcej luksusu, tym mniej rozumu, im intensywniejsze bogactwo fizycznych walorów, tym bardziej doskwierająca bieda duchowa. Wybieraj i z konsekwencjami dokonanej decyzji się skonfrontuj. Nie biadol później, bo to twoja decyzja była. Instytnkty i podniety najniższe cię przecież skusiły. :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj