niedziela, 3 maja 2015

Miasto 44 (2014) - Jan Komasa




Sporo czasu od głośnej prapremiery minęło, wzbudzone zainteresowanie naturalnie ucichło, a emocje związane z oceną wartości obrazu przygasły. W takich pozbawionych ciśnienia okolicznościach seans w końcu odbyłem i bogaty we własne subiektywne przemyślenia tu i teraz zdań kilka w temacie tej gorącej produkcji wyłuszczę. Prosto i bezpośrednio stwierdzam – zawiódł mnie Komasa niestety. Po wspaniałym debiucie, jakim w mojej ocenie Sala samobójców była, tym razem sięgając po temat współcześnie istotny, ale i zdecydowanie obecnie bardziej komercyjny poległ pod ciężarem nie tylko oczekiwań, ale i własnej młodzieńczej fantazji. Przekombinował i zamiast autentyzmem poruszyć, on zwyczajnie wzbudził poczucie niesmaku. Popsuł film nowoczesnymi trikami w estetyce matrixowych czy kojarzących się wprost z grami komputerowymi ujęć. Potencjalnie poruszający dramat przekształcił w niskich lotów melodramat z tłem w postaci efekciarskiego pokazu technicznej tandety, który po latach jeszcze bardziej wzbudzał będzie grymasy politowania - efekty, które już teraz wyglądają niepoważnie zestarzeją się, co jest oczywistością, a niedojrzała ckliwość w perspektywie czasu jedynie o zapędach w stronę kina banału będzie świadczyć. To niestety nie wszystko, gdyż rozrywkowe efekciarstwo dużo dalej zostało posunięte. Rezygnując po części z treści skupił się bowiem Komasa na szokowaniu okrucieństwem w sposób prostacki podanym. Wydarzenia w takiej formie ukazane nie wzbudzają we mnie poczucia przygnębienia, tylko zniesmaczenie wywołują. Za wiele krwi i ludzkich flaków, a za mało cierpienia duszy. Mierzi zaskakująco sielankowa atmosfera tuż przed wybuchem powstania, zakłócana jedynie incydentalnie scenami okupacyjnego terroru. Zastanawia w takich okolicznościach powód, dla którego decyzja o buncie została podjęta i jeszcze mocniej boli cena, jaką stolica zapłaciła. Obraz jaki się wyłania do wniosku prowadzi, że młodzieńcza fantazja pobudzana patriotycznymi ideami do typowo romantycznych aktów braku realizmu doprowadziła. Rzeź jaka nastąpiła efektem ułańskiej fantazji, a nie ludzkiej bezradności w obliczu zamordyzmu. Takie konkluzje wizja Komasy prowokuje, a ja nie potrafię wręcz patrzeć na tak przedstawianą wersję zdarzeń. Może moja percepcja spaczona dotychczasową wiedzą z różnych źródeł czerpaną? I chociaż ona tak po prawdzie dosyć mizerna, co pokora każe jasno stwierdzić to i tak trudno mi niezwykle przyjąć, iż ta hitlerowska okupacja tak „słoneczna” była. Tak to sobie twórcy Miasta 44 wymyślili, tak ludzką tragedię przedstawili, a ja akurat innej formuły od nich oczekiwałem. Więcej między wierszami, mniej prosto w ryj dostać chciałem, przez co stwierdzam, iż bardzo wiele tej produkcji do arcydzieł traktujących o wydarzeniach z II wojny światowej brakuje. Nie dorasta z tym obrazem pomimo wszystko utalentowany Komasa do pięt ani Spielbergowi, Polańskiemu, Agnieszce Holland czy w bezpośrednim starciu Wajdzie. Skarlał młodzieniec, jako obiecujący reżyser w moich oczach i pytanie czy po tej lekcji pokory wobec filmowej materii w przyszłości wnioski wyciągnie i na powrót czymś równie wartościowym jak Sala samobójców zaimponuje.

P.S. Jeszcze po części tak na marginesie napiszę, iż widzę to tak, że powinien to być obraz dla osób z wiedzą, a nie wiedza w obrazie adresowana do pozbawionych pokory i elementarnej orientacji szczeniackich arogantów. Z pełną świadomością to stwierdzam zdając sobie sprawę, iż Miasto 44 natrzaskało sporą oglądalność szkolnymi wypadami do kina. Motywowanymi w większości uniknięciem zajęć niż potrzebą konfrontacji z wiedzą historyczną. Postulowałbym zatem aby zanim do kina młodzież została zabrana, sprawdzian przed odpowiedzialnym, apolitycznym historykiem przeszła, lub też podczas seansu licznymi przypisami wyjaśniającymi okoliczności i konteksty bogato była dokarmiana. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj