sobota, 28 stycznia 2017

Kollektivet / Komuna (2016) - Thomas Vinterberg




Komuna, czyli inaczej jak skomplikować sobie życie próbując uniknąć rutyny. :( Sypie się ten chytry plan na rewolucję, bo ludzie się gubią w wielopoziomowych relacjach, gdy pokusy rządzą i kolejne kryzysy implikują. Otwartość wyrozumiałość vs. zazdrość, gdy o uczucia w relacjach partnerskich idzie. Do tego nic tych ludzi na starcie nie łączy, jedynie tylko wspólnota miejsca, chociaż w teorii i w praktycznych próbach próbują to zmienić i poniekąd połowicznie to się udaje. Uciekając od konwenansów w kolejne sformalizowane rytuały się zapętlają - rozmowy, zebrania, zasady, prymat grupy nad indywidualizmem, brak czasu i przestrzeni na samotność. No cóż Thomas Vinterberg po jednorazowym romansie z kinem angielskojęzycznym powrócił do ojczyzny i chociaż nie porwał to jakieś tam emocje szczątkowe wzbudził. Ja akurat finalnie to pomimo wszystko jestem rozczarowany, nawet gdy dostrzegam w Komunie ambicje, to  jednak poziom intelektualny i przede wszystkim intensyfikacja przeżyć jest mniejsza od tego w Polowaniu. Jest jeszcze jeden szkopuł, mianowicie nie mogłem podczas seansu pozbyć się skojarzeń języka duńskiego (tadam!) z Gangiem Olsena. :) To cholera zabawne i mocno zaburzające perspektywę odbioru. Bo jak skupić się na powadze tematu zaproponowanego przez Vinterberga, kiedy słysząc te farfocle i widząc specyficzną ekspresję aktorów wciąż kultowa komedia w głowie. :) Swoją drogą afektacją i ogólnie tą karykaturalną nienaturalnością pewnych zachowań aktorzy nie ułatwiali mi tego skupienia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj