wtorek, 24 stycznia 2017

Powidoki (2016) - Andrzej Wajda




Sytuacja niecodzienna, bo oto dotarłszy do kina studyjnego zastaje pełen hol widzów oczekujących na seans i łutem szczęścia tylko, zakupić mi się udaje ostatni wolny bilet. Zasiadam więc na skrajnym fotelu i spoglądając z niedowierzaniem na salę wypełnioną do ostatniego miejsca w zaledwie chwilę później zostaje przeniesiony w mroczny socrealistyczny świat z pietyzmem odtworzony przez Andrzeja Wajdę. Obserwuję dramatyczne losy artysty prawdziwie niepokornego, bo wiernego nie tylko wyznawanym zasadom i wartościom ale przede wszystkim pozostającego autonomicznym człowiekiem nawet w czasach, gdy indywidualizm i człowieczeństwo zastąpione zostało ideami kolektywu - ograniczone cynicznie do pustych haseł na krwistoczerwonych sztandarach. Pod względem technicznym w konfrontacji ze współczesnymi produkcjami Powidoki wypadają do bólu klasycznie, z tym kameralnym teatralnym charakterem, zarzuconym napięciem na rzecz silnie odczuwalnej emocji i merytorycznej zawartości, która czytelna tylko dla tych którzy dostrzegają kontekst, tło i drugie dno odnoszące się niemal w sposób proroczy do współczesności i przyszłości. Oto mianowicie ideologiczny obłęd nie jest li tylko daleko majaczącym za nami historycznym wspomnieniem. On obecnie w równie intensywnym natężeniu, lecz jeszcze o ograniczonych możliwościach oddziaływania próbuje łamać myślącym inaczej kręgosłupy, narzucając tylko jeden punkt widzenia, niszcząc z zawziętością najistotniejszy walor pracy artystycznej. Wolność twórczą, w znaczeniu względnej niezależności od politycznych koniunktur, która materializuje się w sztuce jako między innymi powinność artysty wobec niej samej. Subiektywnemu spojrzeniu, równoprawnemu innym, kształtującemu tożsamość i generującemu szerokie, bo także krytyczne spojrzenie na rzeczywistość. Z pewnością to nie jest największe dzieło Wajdy, ale któż spodziewał się, iż w tak podeszłym wieku mistrz nakręci swoje opus magnum. Dla mnie ważne jest, iż Wajda zrehabilitował się w pełni za obiektywnie rozczarowujący film o Wałęsie i zamknął swój bogaty dorobek obrazem solidnym pod względem artystycznym i wybornie dojrzałym merytorycznie. Najistotniejsze natomiast, iż pozostawił testament dla potomnych, w którym przestrzega i podpowiada. Nienachalnie aczkolwiek odpowiednio sugestywnie i tylko od nas zależy, czy będziemy w stanie dostrzec tego mentalnego wirusa kierującego nas w stronę ideologicznych tęsknot. One dzisiaj konstruowane w opozycji do tych komunistycznych, tak naprawdę w wymiarze psychologicznym czy socjologicznym oparte na bliźniaczych podstawach i pokusach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj