niedziela, 17 marca 2024

Het smelt / Kiedy stopi się lód (2023) - Veerle Baetens

 

Szalenie mocno w trzewiach pulsujące i tym samym niełatwe kino z traumą, a wręcz gehenną w centrum uwagi. Z pozoru i to wyłącznie tuż po starcie w pierwszej retrospekcji, dla ślepców emocjonalnych lub przez pryzmat własnych ciepłych doświadczeń wyłącznie może beztroskie, bo o dzieciństwie i wspomnieniach z wiejskich czy małomiasteczkowych z kuzynami wakacji, ale nawet w tych scenach, nad prozaicznym zewnętrznym „słońcem” wisi jakiś mrok i wyczuwalny ciężar potężny. Znakomicie zagrana (wybitne starsze i szczególnie młodsze wcielenie bohaterki) oraz wyreżyserowana (kapitalnie zbudowana atmosfera suspensu) konfrontacja z wydarzeniami z przeszłości - starcia wymagającego ogromnej siły i odwagi z bagażem koszmaru naznaczającego całe dotychczasowe dorosłe życie granej przez Charlotte De Bruyne i Rose Marchant Evy. To ten rodzaj zatopionego przez większość czasu w niedomówieniach i gęstniejącej tajemnicy dramatu, który dociąża konsekwentnie każda kolejna minuta seansu, intensyfikując już od zawiązania tematu odczuwalne uczucie miażdżącego i sprawiającego niepokojący ból napięcia. Przy pomocy sprawnie złączonych retrospekcji i bieżących wydarzeń filmowe pisanie sugestywnej kroniki wydarzeń z odwleczonym mocno w czasie tragicznym finałem. Mnie film Veerle Baetens zgniótł mentalnie, niemal zdewastował, bo ekstremalnie przygnębił, że aż serce bolało, mimo że odnosiłem wrażenie, iż jestem przygotowany, bo wiedziałem przed projekcją na co się piszę. Potwornie emocjonalnie dewastujące wręcz przez czynnik problematyki kino, ale też kino które szokiem otwiera oczy na głupie smarkate okrucieństwo, którego naturalnie wokół nie brakuje i czyni to warsztatowo oraz psychologicznie wręcz wybitnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj