środa, 11 grudnia 2013

JFK (1991) - Oliver Stone




Ażeby do klasyki kina powrócić od czasu do czasu pewien impuls w postaci konkretnej okoliczności musi się pojawić. Chyba trudno o bardziej sprzyjającą sytuacje niż ta nadarzająca się przy okazji 50 tej rocznicy zamachu na Johna Fitzgeralda Kennedy'ego. Wrzuciłem zatem kultowy obraz Olivera Stone'a do odtwarzacza, by po raz kolejny dać się porwać wybitnemu kinu. Kapitalnie od strony technicznej zrealizowana to produkcja, z wyczuciem zdjęcia archiwalne łącząca z fabularną hipotezą, czarno - białe, klimat lat 60-tych podkreślające kadry ze stonowanym posługiwaniem się ówczesną techniką operatorską. Ogląda się go nawet po wielu latach z dużym zaangażowaniem, pozwalając porwać się wielowątkowej zagadce. Atutem jego oczywiście plejada wybitnych aktorskich indywidualności, którzy oprócz przez życie napisanej fascynującej polityczno-kryminalnej historii, czy sprawnego montażu podtrzymującego dynamikę ale i nie zaburzającego płynności przedstawianych autentycznych relacji i domniemań autorów scenariusza potrafią wybornym warsztatem dodać do finalnego efektu dodatkowy walor. I nawet taki sztywny, kwadratowy aktorsko Kevin Costner trzyma tu poziom, dzięki roli idealnie dobranej do naturalnych aktorskich jego możliwości. Może ta jego satysfakcjonująca postawa zmotywowana dzięki towarzystwu takich mistrzów klasycznego kina jak Jack Lemmon, Walter Matthau wspieranych przez ikony bardziej współczesne w osobach Sissy Spacek, Tommy Lee Jonesa, Kevina Bacona czy fenomenalnych Joe Pesci'ego i Gary'ego Oldmana. A teraz do dokumentalnej wartości produkcji Stone'a nawiąże, jednocześnie podkreślając ograniczoną oczywiście wiedzę moją dotycząca wydarzeń z 22 listopada 1963 roku. To co tego dnia miało w miejsce w słonecznym Dallas do dziś budzi ogromne kontrowersje i nie podejmę się próby jednoznacznego stawiania twardych tez, bo tak naprawdę podpierając się szczątkowymi informacjami, domniemaniami czy hipotezami byłoby to aroganckim szaleństwem. Jedno jednak nie daje mi spokoju, choć daleko mi do bycia zwolennikiem spiskowych teorii dziejów, że w tak zawiłej sytuacji politycznej, sfrustrowany typ, samodzielnie podejmuje się zabicia prezydenta USA, po czym błyskawicznie zostaje zlikwidowany. Podstawą dla scenariusza JFK nieoficjalne śledztwo prokuratora okręgowego Nowego Orleanu, Jimma Garrisona, przede wszystkim w logiczną całość przedstawione fakty sklejające, podparte mocnymi argumentami świadków. Twarda podstawa dowodowa plus racjonalna dedukcja, jednak to mało w starciu z oficjalną machiną śledczą komisji Warrena. Co tam jeszcze w aktach komisji się znajduje dopiero za kilkanaście lat w większych fragmentach ma być ujawnione. Wtedy to MOŻE bliżej prawdy będziemy. 

P.S. I jak tak mocno udokumentowane fakty dotyczące zamachu na Kennedy'ego mają się do tego co w naszym grajdołku wokół smoleńskiej katastrofy się dzieje! U nas bezwartościowe spekulacje, twardogłowych, radykalnie "zeschizowanych" pseudo ekspertów wśród fanatycznego betonu bez najmniejszych podstaw racjonalnych poklask wzbudzają, a oficjalni śledczy są wobec tych rewelacji bezradni, często przez swoją niekompetencję. Jedno akurat tutaj w tych dwóch nieporównywalnych sprawach jest tożsame. Skrajne poglądy - równają się gigantycznej hipokryzji!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj