czwartek, 11 sierpnia 2016

Macbeth / Makbet (2015) - Justin Kurzel




Poważna sprawa, bo toż to ikona literatury, a dla aktora warsztatowy Mount Everest, bo przecież zagrać Macbetha to obok roli Hamleta największy dla przedstawiciela tej profesji zaszczyt. Michael Fassbender na fali, zatem nie dziwię się, że Justin Kurzel w tej roli hollywoodzkiego gwiazdora obsadził. Talent niewątpliwie człowiek posiada, warsztat znakomicie przyswoił i aparycję odpowiednią w genach przekazaną otrzymał. Donoszę zatem, że decyzja ta była trafna, bo Fassbender w roli odnalazł się znakomicie, a towarzysząca mu równie atrakcyjna fizycznie i sprawna aktorsko Marion Cotillard dopełniła ten duet wybornie. Postaci są wyraziste, odpowiednio sugestywne, a psychologiczne profile odtworzone z pasją i precyzją w teatralnej manierze. Chorobliwa żądza władzy, oślepienie namiętnością i podatność na manipulację, a dalej obłęd prowadzący ku upadkowi. Wszystko to widać i czuć w gestach, mimice – ekspresji ciała i głosu. To ogromny atut produkcji, która prócz powyższych zalet mistrzostwu aktorskiemu i geniuszowi Williama Shakespeare’a zawdzięczająca posiada jeszcze jeden walor, co dla oka szczególnie atrakcyjny. Wymiar wizualny to prawdziwa poezja, plastyczny majstersztyk. Zamglona, zatopiona w półcieniach, w surowych zimnych barwach, scenografia jakoby pędzlem malarskim wykreowana, z obrazów klasyków czerpiąca inspiracje – oddająca przemożne poczucie niepokoju, tajemnicy mrocznej. Wyrafinowana wizja sztuki Shakespeare’a, która w takiej formule na takim laiku w kwestii klasycznej literatury zrobiła duże wrażenie!

P.S. Jasne, że Shakespeare’a nie czytałem i pozować na jajogłowego znawcę literatury klasycznej nie zamierzam. Z lenistwa, z braku miłości dla archaicznego stylu, który szkoła w podstawówce obrzydziła, a może ze względu na osobistą naturę, w której zawsze ścierały się intelektualne poszukiwania, aspiracje, z robotniczym pochodzeniem trzymającym człowieka przede wszystkim przy sprawach przyziemnych. Cholera wie, nie mam zamiaru prowadzić teraz spontanicznej, nieprofesjonalnej psychoanalizy, bo boje się, że grzebiąc pośród dzieciństwa i okresu dorastania mógłbym jakiego trupa odgrzebać, który już zupełnie by mi osobowość zwichrował. :) Tak czy inaczej jestem pewien, że znajomość tekstu źródłowego wzbogaciłaby odbiór obrazu  Justina Kurzela i uwypukliła niuanse udowadniając w inny niż typowo szkolny sposób niepodważalny geniusz najwybitniejszego angielskiego literata. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj