wtorek, 23 sierpnia 2016

Truth / Niewygodna prawda (2015) - James Vanderbilt




Spotlight zdobywając Oscara i nagłaśniając skandale pedofilskie w kościele katolickim, dokonał jeszcze jednej pożądanej rzeczy. Mianowicie przywrócił do łask klasyczne kino, gdzie osią wydarzeń dziennikarskie śledztwo. Po tej właśnie linii idzie debiut reżyserski scenarzysty Basic i Zodiacka, a ja mam przekonanie po seansie, iż pod względem jakości Spotlight i Truth mógłbym śmiało umieścić w tej samej lidze. Doskonale bowiem Niewygodna prawda trzyma tempo, dynamika skutecznie napięcie podkręca, a intryga czy jak kto woli tajemnica jest czytelnie widzowi w aptekarsko wymierzonych dawkach aplikowana.  Tyle chyba w kwestii czysto technicznej, bo jak domniemam, nikt nie spodziewał się po Cate Blanchett słabej kreacji, a Robert Redford pomimo zasuszonego już oblicza wraz z dojrzałym Dennisem Quaidem raczej również z góry poziom wysoki gwarantowali. Ogólnie brak słabej roli zarówno wśród weteranów jak i młodszej ekipy, wzlotów ponad poziom także nie dostrzegłem, zatem tyle w temacie. Do sedna przeć zamierzam, a w centrum moich refleksji po projekcji obraz kulis manipulacyjnych przekrętów. Czasy wydajnego odkrywania prawdy już dawno za nami. Obecnie to określenie, po pierwsze drastycznie zdeprecjonowane, po drugie w gąszczu wszelkiej maści kombinacji, zarzucania tropicieli hipokryzji masą oskarżeń, zaszczuwania w atmosferze polowania na czarownice, niemal niemożliwe jest bez poniesienia ponad miarę ofiary dokonanie cudu ukazania istoty rzeczy w obiektywnej formie. I nie jest to wina wyłącznie specjalistów od brudnej socjotechniki, należy się wręcz uderzyć w pierś i przyznać, że oni wyłącznie bogactwo naszych fobii wykorzystują, a to że egoistycznie okopujemy się we własnych często bezrozumnie budowanych przekonaniach opartych na stereotypach czy wręcz strachu to do jasnej cholery nasza osobista wina - każdego z osobna i wszystkich razem. Świat zawsze był skomplikowany w swej naturze, jednak poziom jaki teraz osiągnął to już zagmatwanie na krytycznym poziomie. Zarzucani jesteśmy gąszczem informacji z różnorakich źródeł, które na potęgę wpływają na nasze nastroje, przekonania i decyzje. Jeśli natomiast ktoś twierdzi, iż jest na tą nachalność odporny to gratuluję zadziwiającej znajomości ludzkich słabości. Na koniec dodam jeszcze, iż koniec śledztwa, poszukiwań materiału kres i finałowa emisja, puszczenie owocu w obieg to dopiero początek wysiłku i problemów. Afera jest grubymi nićmi szyta, cholera jednak wie kto igłę trzyma, kto tu komu ma coś finezyjnym ściegiem udowodnić. :) Prowokacją mocno śmierdzi, spiskiem który może minę w szczwany sposób rozbroi i upiecze kilka pieczeni przy jednym ogniu? Ha! Zaciekawiłem? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj