piątek, 10 marca 2017

Lion / Lion. Droga do domu (2016) - Garth Davis





Miliony ludzi żyjących w ubóstwie, bezdomne dzieci na ulicach i przeszywająca znieczulica – obojętność niezrozumiała z punktu widzenia mieszkańca świata zachodniego, a w tych rejonach globu skąd bohater pochodzi naturalna. Skojarzenia biegną w kierunku oscarowego Slumdoga, bo z kinem gdzie Indie miejscem zdarzeń nie mam zbyt często do czynienia, a i tematyka dziecka ulicy podobna, jak i Dev Patel czynnikiem te dwa tytuły wiążącym. Jednak film Gartha Davisa różny od obrazu Danny’ego Boyle’a, nie tak dynamiczny, zdecydowanie bardziej wyciszony i do duszy widza zaglądający. Robi niemałe wrażenie, bo zwyczajnie mocno porusza, a sama historia jest autentyczna i mam wrażenie na potrzeby fabularne nie bardzo zmieniona. Towarzyszymy zagubionemu dziecku, w chwile później już mężczyźnie, wkraczającemu w dorosłość, próbującemu odnaleźć własną tożsamość, może nawet bardziej w wymiarze duchowym, niż bezpośrednio powiązanym z ludźmi fizycznie tu i teraz. To podróż poprzez skrawki pamięci w poszukiwaniu równowagi, świadomości prawdy i odpowiedzialności za zbieg okoliczności. Czy jest ckliwy, pewnie tak i serce kruszy z łatwością ale ten szantaż emocjonalny nie zostaje podniesiony do poziomu sztuczności, on naturalny i przeżycie też tak po prostu ludzkie. Prawdziwy, subtelny, wzruszający, poważny i pomimo tej powagi tematem inspirowanej bardzo pozytywny. Pytania liczne jeszcze po seansie sobie zadaje - gdzie byłby Saroo jako człowiek gdyby nie takie zrządzenie losu? Bo to przecież historia tak samo o tropieniu korzeni jak i predyspozycjach psychicznych czy warunkach dojrzewania. Czy lepiej byłoby mu „tam”, w społeczeństwie kastowym bez perspektyw ale z naturalną rodziną, czy „tu” wraz z rodzicami przyszywanymi ale w kraju wielu możliwości? Jak bardzo szkoła życia na ulicy krzywdzi, a na ile hartuje? W końcu czy już po urodzeniu mamy wpisany trwały protokół rozwoju osobowości i na ile ewentualnie środowisko dojrzewania jest w stanie go zmienić?

P.S. Wiem, że powinienem napisać, że ten młodziutki aktor jest uroczy, a Nicole Kidman obsadzona fenomenalnie – więc piszę. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj