czwartek, 2 marca 2017

Pokot (2017) - Agnieszka Holland




Osią niby wątek kryminalny, czyli są morderstwa i jest zagadka. Pytanie kto się zabójstw dopuszcza i grubo ciosana tajemnica pod tytułem, czym się ten poszukiwany sprawca kieruje, że akurat tych osobników na ofiary wybiera. I to jest jeszcze zjadliwe, do przetrawienia, choć poziom enigmatyczności łamigłówki może chyba tylko niegramotnego funkcjonariusza prowincjonalnego posterunku o ból głowy przyprawić. Jednak ta kwestia schodzi na plan dalszy, gdy wokół wątku kryminalnego taka masa szablonów z uporem maniaka poupychana. Jakby Olga Tokarczuk przy asyście wybitnej reżyserki za punkt honoru sobie postawiła, że wszelkimi stereotypami najpierw scenariusz wypełni, a potem pozwoli by już oczami Agnieszki Holland pokazane one zostały w topornie kwadratowym stylu, tak wyraziście iż nawet współczesny wzór cnót wszelakich konserwatywnym patriotą zwany rozezna się kto dobry, a kto zły pośród tych do bólu wyrazistych kontrastów. Tyle, że dorzucając do tej rozjaśnionej jasności podział na maksymalnie zdziwaczałych bohaterów kochających przyrodę, gnębionych dodatkowo przez kierujących się partykularnymi interesami hipokrytów uznawanych za szanowanych członków społeczności (zasłyszane - ludzi sojuszu tronu, ołtarza i strzelby) robi samej ekologicznej idei niedźwiedzią przysługę. Intencje intencjami, a efekt niestety marny, bo miast próbować budzić wśród ludzi o w miarę wysokim potencjale intelektualnym zachowania proekologiczne, ewentualnie (choć to chyba misja niemożliwa) zmieniać percepcję prostaków, ona tych drugich tylko utwierdza w przekonaniu, że dziwadła chcą im „normalnym” narzucać jakieś wydumane idee, a tych pierwszych obraża schematycznością i brakiem jakiejkolwiek próby głębszej penetracji ludzkiej psychiki. Żadnych subtelności, potrzeby spojrzenia na skomplikowane przecież relacje w miarę autentycznie, tylko bijąca po oczach niemiłosiernie stereotypowy schematyzm ubrany w irytujący i chwilami nawet żenujący (tak, robiłem te właśnie miny wstydząc się tego co widzę) bełkot o wszystkim i o niczym. Do tego warsztat aktorski cholernie sztuczny, jakby te przecież uznane nazwiska z obsady chciały równać do poziomu Pana Bosaka, oraz nieudane wydumane próby sugestywnego oddania pierwotnej natury przyrody. Smutno mi teraz, bo nie takich wrażeń się spodziewałem, nie zakładałem że Agnieszka Holland do łopatologii praktycznie stosowanej się zniży i jeszcze za to wątpliwej urody artystycznej „dzieło” otrzyma prestiżowe nagrody. Żeby chociaż odrobinę sobie humor poprawić posilę się w tym miejscu komentarzem satanisty celebryty. Mianowicie cytując Pana muzyka: "Najnowszy film Agnieszki Holland zakończył się happy endem. Spłonął kościół i zabili księdza.” Zatem, rzucać we mnie kamieniami – w tym przypadku z obydwu stron barykady. :(

2 komentarze:

  1. Rozumiem, że wilk z ludzkim okiem na plakacie jest dla przysłowiowego picu i ma się nijak do zmiennokształtności? Jest to pierwsze, co zwróciło moją uwagę, jednak nauczona doświadczeniem niechętnie chodzę na polskie filmy do kina, jeśli nie muszę, więc pomyślałam, że zapytam kogoś, kto już to "dzieło" widział :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa jest skomplikowana, zresztą jak zwykle w kwestiach oceny - rozumiesz, spojrzenie subiektywne. Prócz tego co o Pokocie napisałem dodam, że recenzje ma on dość skrajne oraz jeśli nastawiasz się, że wilki odegrają w nim kluczowa rolę to się zawiedziesz. To jest zwyczajny kryminał z masą stereotypów i tylko instrumentalną rolą przyrody.

      Usuń

Drukuj