czwartek, 9 marca 2017

Live By Night / Nocne życie (2016) - Ben Affleck




Ben Affleck aktor przeważnie emocjonalnie niewylewny, bez charyzmy niemrawy, taki totalnie toporny, szczególnie odkąd postanowił być na ekranie przy każdej sposobności wyłącznie kopią postawnego, a nawet posągowego Batmana. Reżyser z Pana aktora zaś do tej pory bardzo przyzwoity, w jednym lub dwóch przypadkach nawet wyśmienity, stąd oczekiwania moje z jednej strony były spore, z drugiej natomiast obarczone zasadnym niepokojem. Do tego tematem którym zechciał się zainteresować kino gangsterskie w oparach klasycznego noire, więc i moja uwaga odnośnie projektu podbita do poziomu niecierpliwego wyczekiwania. Jak ta robota starszego Afflecka w rzeczywistości się prezentuje? Kręcę teraz nosem, robię wymowne miny i napiszę, iż nie jest to produkcja całkowicie do bani, bo na pojedyncze komplementy może i zasługuje. Tyle, że te walory mogą mieć wartość, ale akurat nie dla mnie. Bo klimat i zdjęcia mocno komiksowe, a ta narracja głównego bohatera to wypisz wymaluj sentencje jak z Raymonda Chandlera tylko nazbyt mocno przesiąknięte nieznośną, choć przecież charakterystyczną pozą. Poszukam jeszcze może na siłę i uwagę zwrócę na widowiskowy pościg, atrakcyjne kobiety i wreszcie jedno mordobicie, gdzie czuć było, że to dupsko skopane i nos łamany efektownie. I żałuję, że to tylko tyle kiedy dominuje brak jakiegokolwiek ekscytującego pulsu, jest mdło, miałko i strasznie plastikowo. Czekałem bez skutku przez dwie godziny na zwrot konkretny, na wytęsknione coś, które opowieść ożywi. A tu bida, ikry brak i jeszcze dolegliwy zapach tworzyw sztucznych w miejscu, gdzie powinna rządzić woń testosteronu zmieszana z aromatem elegancji, tudzież namiętności gorącej i smrodem prochu. W oczekiwaniach nie miało być może arcymistrzowsko, ale w tym przypadku to chyba nawet do przeciętności brakuje. Czy będzie jeszcze dla dobrego kina pożytek z Pana Benjamina? Obawiam się, iż z tym kołkiem w czterech literach wyłącznie w formule niemych figur woskowych może atrakcję stanowić. Myślę, że w tej hollywoodzkiej rodzinie Afflecków jest obecnie tylko jeden prawdziwy facet. Taki co autentycznych uczuć się nie wstydzi i nie chowa się pod maksymalnie nienaturalną, przed lustrem wystudiowaną pozą. Szkoda szczególnie Bena reżysera, bo sprawności aktorskiej to ja absolutnie po nim już na starcie się nie spodziewałem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj