wtorek, 11 kwietnia 2017

The Color of Money / Kolor pieniędzy (1986) - Martin Scorsese




Zgadzam się, zaprzeczał nie będę, że to nie ten sam kaliber co ikoniczne dzieła mistrza Scorsese. Tutaj zapewne nieco brakuje tego ciężaru gatunkowego jakim błyszczały późniejsze, dziś już kultowe Goodfellas, Casino jak i te odrobinę wcześniejsze Taxi Driver czy Raging Bull. W miejsce jednak permanentnego napięcia i cholernie pociągającej widowiskowej brutalności jest kawał sympatycznej i zaskarbiającej sobie uznanie lekkości w scenariuszu oraz trochę zabawy z obrazem - dozowania wypieszczonych i jak na owe czasy nowatorskich poniekąd ujęć. Jednak główną zaletą The Color of Money są dwie kreacje aktorskie – starego wyjadacza, już wtedy weterana z ogromnym dorobkiem artystycznym i młodego wilczka z czarującą aparycją. Pomiędzy nimi tutaj na ekranie rywalizacja pasjonująca, ta aktorska w sensie warsztatowym i przede wszystkim mentalna wynikająca z odgrywanych ról temperamentnych zawodowych bilardzistów. I chociaż rzecz jest o popychaniu kulek bilami zwanych, by w dziurach fachowo łuzami, bądź rękawami określanych zaparkowały, to kluczem wszystko co dzieje się w kontekście psychologii rywalizacji i starcia samców alfa, których co najmniej jedno pokolenie dzieli. Stary mistrz i młody pretendent do tytułu, dwa pełne wigoru koguty i ich ambicje, splendor do osiągnięcia i przy okazji kasa do przytulenia. W tle natomiast klimat ejtisowy z Philem Collinsem i innymi charakterystycznymi niekoniecznie tylko muzycznymi atrybutami epoki. :) Taki dość typowy dla tamtego okresu obraz (nie kojarzyć z Top Gun ;)), który nadal przyciąga specyficznym magnetyzmem, mimo że jak na wstępie wspomniałem brakuje mu ciut do miana pozycji kultowej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj