czwartek, 30 maja 2019
The Neon Demon / Neon Demon (2016) - Nicolas Winding Refn
wtorek, 28 maja 2019
Summer of 84 / Lato 84 (2018) - François Simard, Anouk Whissell, Yoann-Karl Whissell
Uwaga dorastający w latach osiemdziesiątych, nieco starsi ode mnie siostro i bracie! Jeśli poszukujecie w kinie nostalgicznej przygody, to mam ja dla was teraz rekomendacje znakomitą, więc nawet przez moment nie powinniście zwlekać z odszukaniem w sieci produkcji studia Brightlight Pictures wyreżyserowanej wspólnymi siłami przez trzech względnie młodych i w dodatku chyba mało znanych w wielkim filmowym środowisku artystów. Z takim talentem do odtwarzania rozrywkowego ejtisowego kina wróżę im przynajmniej przez chwilę pracowitą przyszłość, szczególnie że hajp na tego rodzaju sentymentalizm jest obecnie dość spory, więc i zapotrzebowanie wzrasta. Tercet ten zrobił bowiem świetne, choć przecież archaiczne dzisiaj kino - kino wprost nawiązujące do hollywoodzkich klimatów sprzed ponad trzydziestu lat, łączące między innymi urzekającą atmosferę beztroskiej chłopięcej młodości (bmx-y, świerszczyki :)) z przygodą, zagadką i wreszcie wartościową puentą. Posiłkując się synth-popową muzyką, malowniczą scenografią i magicznym sentymentalnym spojrzeniem na familijne ejtisowej produkcje, François, Anouk i Yoann-Karl powiązali je z brutalnym kinem spod znaku mainstreamowego slashera, w dodatku przemycając w treści również piękne prawdy o dziecięcej wrażliwości i spojrzeniu z tej właśnie perspektywy na dorastanie. Nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś zdecydował się zrobić taki film i jak donoszą fani serialowi nikt tego nie robił przez wiele lat, aż do teraz właśnie poza twórcami popularnego Stranger Things. Moje akurat (człowieka totalnie w serialowej nawałnicy zagubionego) współczesne skojarzenia powędrowały w stronę Nostalgii anioła Petera Jacksona i chociaż to nie to samo w skali 1:1, ale dostrzegam pewne znaczące podobieństwa chociażby w przyjętej formule narracji, czy te najbardziej wyraźne w kwestii skonfrontowania bezpośredniej brutalności rzeczywistości z dziecięcą naiwnością. W kategorii współcześnie nakręconej hybrydy kina familijnego, przygodowego kryminału i dreszczowca Lato 84 to mój faworyt. Rozrywka jak się patrzy, której lata temu w filmowym biznesie było zatrzęsienie, a dzisiaj powraca ona jeszcze dość nieśmiało korzystając z oczywistych szablonów, gdzie w obsadzie królują uroczo fajtłapowaty grubas, bystry patyczakowaty wrażliwiec, prymus w okularach, przystojny mroczny buntownik i nieco starsza od nich królowa szkolnego balu. Kapitalny casting i doskonała robota speców od charakteryzacji, poza tym wizualna uczta (światło-cienie) i proste, prawdziwe emocje. Masło orzechowe, dżem i chleb tostowy, a wszystko obficie popite mlekiem z kartonu, czyli kwintesencja beztroskiej Ameryki z przedmieść lat osiemdziesiątych. Wspaniała nostalgiczna przygoda, jednak oczywiście tylko dla tych, którzy w pamięci obrazy podobne do Goonies przechowują i tęsknią do dzieciństwa pełnego wyobraźni w czasach walky talky, czyli zdecydowanie erze przed smartfonowej.
poniedziałek, 27 maja 2019
Protest the Hero - Fortress (2008)
piątek, 24 maja 2019
Ben Is Back / Powrót Bena (2018) - Peter Hedges
środa, 22 maja 2019
Disobedience / Nieposłuszne (2017) - Sebastián Lelio
wtorek, 21 maja 2019
Rammstein - Rammstein (2019)
Myślę że poniekąd uległem masowej hipnozie środowisk związanych z szeroko rozumianym „mocnym uderzeniem”, nakręconej wraz z zapowiedzią przyjścia na świat nowego, pierwszego od dziesięciu lat albumu Rammstein. :) I mimo że w momencie debiutowania na scenie dzisiejszej teutońskiej ikony (a było to już prawie ćwierć wieku temu), dorwałem ja przypadkowo od znajomego taśmę z Herzeleid i w późniejszych latach kierowany chyba ciekawością (a może właśnie modą), systematycznie nabywałem drogą kupna jeszcze trzy ich kolejne albumy, to nigdy nie czułem się fanem Niemców, a nawet byłem krytyczny wobec dźwięków jakie tworzyli. Może to co nagrywali nie było metalowym disco, ale sporo w muzyce Niemców zawsze pierwiastka prostej przebojowości odnajdywałem, a nawet tanecznych bitów, które oczywiście nie kojarzyły się wprost z dyskoteką, ale przywoływały na myśl wstydliwe podobieństwa do niemieckich metalowo-gotyckich pierdów spod znaku Crematory. Chciałbym być dobrze zrozumiany, bo rzecz jasna obawiam się linczu ze strony licznej grupy zdeklarowanych fanów ekipy dowodzonej przez Tilla Lindemanna i zapewne go uniknę, jeśli uzbroją się oni w cierpliwość i poczekają do czasu, kiedy wyłuszczę tutaj moje refleksje w przedmiocie pozostałych krążków grupy. Będąc wówczas bogatsi w znajomość mojej twardej argumentacji, liczę iż staną się gotowi aby z wyrozumiałością, a może nawet ze zrozumieniem przyjąć na klatę powyższe, na pierwszy rzut oka bezdyskusyjnie haniebne porównanie. W tym miejscu jednakowoż odnosząc się wyłącznie do świeżego materiału stwierdzam z pełną świadomością, ponadto całym szacunkiem dla pozycji Rammsteina oraz doceniając umiejętności marketingowe zespołu i managementu, iż nie to jest ważne z czym się do tego momentu kojarzyli, ale to co właśnie z głośników, jako właściwy finalny produkt do moich uszu dociera. A dociera muzyka bez wątpienia bezpieczna, wyraźnie nawiązująca do stylistyki wypracowanej przez lata, lecz podana w sposób świeży, tak aby w klasycznych rozwiązaniach nie zabrakło ciekawych detali, które prostocie ostrego riffu i twardej artykulacji dodały popowej aparycji, oraz co akurat zaskakujące, jednocześnie także quasi progresywnego charakteru. Niby ten Rammstein grając w miarę prosto zawsze korzystał ze względnego rozstrzału stylistycznego, zaliczając tak jak na obecnym albumie numery skoczne, bezpośrednie, epickie czy dość rozbudowane transowe suity, lecz akurat to narzuca się po przesłuchaniu s/t najmocniej, że pięć z sześciu otwierających i zamykających płytę kompozycji, to cztero/pięcio minutowe hymny stanowiące esencje ich stylistyki i to bez przesadnego przeładowania autocytatami, a z wyczuciem korzystającymi z wypromowanego etosu zespołu. Jednak z tych jedenastu numerów, to start i finał zapętlam automatycznie i w nich najdobitniej dostrzegam pełnie pasji i profesjonalizmu, za które bez względu czy album przetrwa bardziej lub mniej próbę czasu, to szacunek wyrażony zaniechaniem bezpardonowej krytyki im się należy. Myślę, że poniekąd uległem masowej hipnozie… ;)
niedziela, 19 maja 2019
The Last Boy Scout / Ostatni skaut (1991) - Tony Scott
piątek, 17 maja 2019
Black Peaks - All That Divides (2018)
czwartek, 16 maja 2019
Foals - Everything Not Saved Will Be Lost Part 1 (2019)
wtorek, 14 maja 2019
Cape Fear / Przylądek strachu (1991) - Martin Scorsese
czwartek, 9 maja 2019
At Eternity's Gate / Van Gogh. U bram wieczności (2018) - Julian Schnabel
środa, 8 maja 2019
Loro / Oni (2018) - Paolo Sorrentino
P.S. Tak, tak - wiem! Prawie zapomniałem wspomnieć o genialnym Toni Servillo z tym wklejonym jak u Jokera wymownym uśmiechem.