niedziela, 26 stycznia 2014

About Time / Czas na miłość (2013) - Richard Curtis





Richard Curtis jak dotąd, nie do końca ze swoim dorobkiem w postaci licznych scenariuszy, jakoś wybitnie mi się kojarzył. Jego specyficzna angielska flegma, czasem nawet pretensjonalność, a przede wszystkim trudne do zrozumienia z samczego punktu widzenia skierowanie własnej twórczości na komedie o romantycznym charakterze, ogólnie odpychało. Odbijało mi się tym słodkawym posmakiem, pomimo, iż specyfika filmów jego zupełnie inna niż ta o szczeniackim, nastoletnim postrzeganiu procesu chemicznego miłością nazywanego. Chociaż pewna doza często niebanalnego poczucia humoru oraz osobliwe postaci, jakie bohaterami drugoplanowymi w tle opowieści jego egzystujące walorem niezaprzeczalnym. Summa summarum jednak efekt sprowadzał się do tego, że to co obejrzałem nigdy głęboko w pamięć moją nie zapadało – innymi słowy przelatywało bez echa większego. Do dnia, kiedy to z polecenia znajomego ale i rekomendacji jednego z popularniejszym programów telewizyjnych o kinie traktującego, obejrzałem kapitalny film w jego reżyserii, na podstawie autorskiego scenariusza, w jednym słowie - o szczęściu! Nie mam na myśli tu znaczenia określenia powyższego do farta zwyczajnego sprowadzonego. Szczęście w ujęciu tutaj najbardziej archetypicznym, sprowadzającym się do synonimu wyrażenia spełnienie. Nieco naiwna to opowieść, ale właśnie w tym zabiegu tkwi najistotniejsza zaleta jego. Sprowadza się ona do ukazania coraz rzadziej w pierwotnym rozumieniu spostrzeganej miłości czy owocu jej, jaką rodzina. Poszukując w życiu szczęścia sprowadzamy jego sedno do zaspokajania wyłącznie własnych potrzeb w postaci kariery zawodowej jak i wszelkich hedonistycznych zachcianek. Taka strategia coraz częściej przez współczesnych obierana na margines sprowadza sens człowieczeństwa. Podejmowane przez nas decyzje nie zawsze tymi najlepszymi, a szansa na ich zmianę niesprowadzona do futurystycznej podróży w czasie. Każdy nowy dzień daje nam szanse na wprowadzenie zmian, na odnalezienie sensu istnienia czy najzwyczajniej otwarciu się na to, co w każdej przeżywanej chwili najbardziej wartościowe. Nasze doświadczenie jakie wynikiem doznań przez pryzmat refleksji i optymistycznej natury wieść może ku efektywniejszemu zagospodarowaniu lat, które nam jeszcze pozostały. Jeśli tylko na to pozwolimy! ;) Wiem, niemal jak kapłan czy pastor z ambony przemawiający zabrzmiałem, jednak bez obaw nie zamierzam przywdziać szat charakterystycznych i na drogę prawdy zagubionych kierować. Taki ton podniosły jedynie wynikiem dojrzałej percepcji otaczającej rzeczywistości, w pewien sposób przez omawiany obraz zainspirowanej. W pewien znaczy taki, co o pewnych oczywistościach przypomina, by w pogoni za iluzją wygodnego życia czy w ferworze codzienności o istocie BYCIA nie zapominać. Porzucam na koniec zatem ton tak prostacko z kazaniem się kojarzący i odnosząc się do oceny Czasu na miłość, przez pryzmat powyższego tytułu uwagę zwrócę na sposób, jaki Richard Curtis taką zmianę stereotypowego spostrzegania swojej twórczości u mnie uzyskał. Wykorzystał tak naprawdę wszelkie szablonowe dla niego chwyty, jednako przesłanie jakie pozostawił bardzo daleko od tych wcześniejszych pierdół zakotwiczone. Ono tak dojrzałe i do refleksji skłaniające, iż myślę, że na długo w mojej świadomości pozostanie. Powiem więcej, może nawet ono trwałe piętno odciśnie na moim przyszłym istnieniu. Wyborne kino, takie co w lekkiej formie wielowarstwową, przemyślaną i dojrzałą opowieść snuje. Polecam tym, co na takie spojrzenie już gotowi!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj