wtorek, 16 września 2014

Royal Blood - Royal Blood (2014)




Przypadek, taki szczęśliwy zbieg okoliczności lub natura psa tropiącego wszelkie ciekawostki jakie w rockowo-metalowym światku się pojawiają, umożliwia mi natrafiać na takie perełki. Bez znaczenia co, istotne tylko, że znajdują one do mnie drogę i finalnie pozwalają ekscytować się dźwiękami intrygującymi. Royal Blood poznałem i od pierwszego wejrzenia/wsłuchania się zakochałem! :) W tym zauroczeniu rymy częstochowskie do warsztatu literackiego wprowadzam :) tak intensywnie dzięki debiutowi wyspiarzy bujam w obłokach. :) Trzy dźwięki na krzyż, a taka radocha! To jest właśnie talent kiedy z pozornej prostoty dzięki wyczuciu wespół ze sporymi już umiejętnościami kompozytorskimi potrafi się coś porywającego sklecić. Na cholerę pretensjonalne komplikowanie struktur kiedy dobra zabawa z kapitalnego groove'u i dojrzałego warsztatu naturalnie wypływa. Minimalistyczne podejście, a taki spektakularny efekt, niczym ikoniczna twórczość Cobaina i jego kumpli. Czasy inne, zasięg oddziaływania nieporównywalny, miejsce przychowu utalentowanych typów odległe, ale zasada podobna. Jak się ma coś inspirującego w głowach, wrażliwość artystyczną i spostrzegawczą naturę to zamiast fiksować się na duszy maltretowaniu trzeba wyjść z kokonu i twórczymi metodami zrzucić z siebie ten ładunek. Rozbudzili młodzieńcy mój apetyt i oczekuję dosyć szybko na kolejny krok udowadniający, że sroce spod ogona nie wypadli. Jeżeli drugi album równie dobry się okażę to wróżę im sporą szansę na popularność jaką tacy piewcy garażowej brudnej alternatywy jak The White Stripes zdobyli. To ta sama estetyka, gdzie blues z garażowym undergroundem się spotyka - tam z młodzieńczej pasji i inspiracji legend dorobkiem powstaje napar wyśmienity. Pierwszy krok ku sławie i honorom zrobiony, bo debiut to pełen esencjonalnego rockowego ekstraktu. Pełny przebojowego szlifu, brudnego, trzeszczącego soundu i rasowej wokalnej zadziorności. Jedyny mankament to skromna długość jak na longplay. Te trzydzieści minut to odrobinę mało by w pełni zaspokoić rosnące w miarę konsumpcji oczekiwania. Pytanie zatem czy zbyt częste zapętlanie albumu nie spowoduje już wkrótce poczucia znużenia. Stąd apel o dynamikę dalszych poczynań i wartkie spisanie nowych pomysłów by hajp nie wyblakł. Nie wątpię, że one są o czym ten pierwszy cios bezwzględnie przekonuje!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj