poniedziałek, 26 stycznia 2015

Promised Land (2012) - Gus Van Sant




Lubię, kiedy film rzeczywistość pełną, nieokrojoną ukazuje. Taką przekrojową z różnych perspektyw nie ograniczając się do prostych schematów i nie ferując jednoznacznych wyroków z aroganckim przekonaniem o nieomylności prezentowanych poglądów. Mylić się jest rzeczą ludzką, nie znać okoliczności ze wszystkich stron, naturalną, a przyznawać się do tego rodzaju niemocy kwestią pokory. Tak ten obraz spostrzegam i nie narzucam nikomu swojego przekonania! Masz przywilej „człowieku” mieć inne zdanie, doszukiwać się podstępu w fabule zawartego, teorii spiskowych, jednak nie daje ci to prawa do dyskredytowania wszystkich tych, co manipulacyjnej łapy polityki czy biznesu w stopniu ponadnormatywnym tutaj nie widzą. Zresztą, jeśli spisek wywęszyłeś i duma cię z tego powodu rozpiera, żeś taki bystry to wiedz, że filmy nie powstają wyłącznie z artystycznych powodów, one są kręcone by kasę bezpośrednio zarobić lub w inny sposób profity zapewnić. Zaskoczony jesteś? Teraz bogatszy o tą wiedzę ekskluzywną może z dystansem spojrzysz i zrozumiesz, że Promised Land nawet przez wzgląd na mecenat jaki nad nim rozpostarty poza standardy nie wychodzi. Posiadasz też przecież organ zawiadujący, jednostkę centralną, która do samodzielnej analizy cię predysponuje, nie pozwalając na prostacką inwigilację. Jeśli ona przez Gusa Van Santa tutaj praktykowana to i tak artystycznie o jakości bardzo wysokiej i na poziomie akademickim w porównaniu do codziennej dawki telewizyjnej manipulacji spod znaku lokowania produktów. To według mojej subiektywnej opinii (podkreślam z uporem) Gus Van Sant w świetnej formie i dziwi, że tak dobry obraz przeszedł bez echa. Chociaż jak zajrzeć na filmweb i poczytać zamieszczone tam dyskusje, tych jak zawsze oświeconych ideologów to to echo jest wyraźnie wyczuwalne. Tak na marginesie, jaki w tamtejszej sekcji dyskusyjnej zrobił się śmietnik, a kino zamiast dostarczać rozrywki, uczyć wrażliwości czy analizy i wyciągania własnych wniosków jest spostrzegane wyłącznie jako propagandowa tuba. Powyższy manifest właśnie tymi forumowiczów dysputami zainspirowany. :)

P.S. Pewnie w tym miejscu ten manifest powinienem umieścić, a w tekście głównym napisać, że Matt Damon, jak zwykle nie sięga poziomu aktorskich mistrzów, Frances McDormant po raz kolejny klasę udowadnia, a weteran w osobie Hala Holbrooka u schyłku kariery wspaniale w roli mentora się odnajduję. Stwierdzić, iż Van Sant z wyczuciem obraz stereotypowej małomiasteczkowej mentalności ukazuje, przełamując go zręcznie oczywistościami dla wielu niezauważalnymi, że nie każdy prowincjusz to jełop czy kretyn, a ludzie wszędzie są wieloracy bez względu na miejsce zamieszkania, bo ścieżki życia osobowości różnorodne kształtują. Świetnie twórcy Promised Land tą kwestię nakreślili wśród bohaterów umieszczając pełną paletę ludzkich typów. To głęboka, interesująca analiza wpływu pieniądza na człowieka często pod ścianą postawionego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj