piątek, 20 września 2013

Anathema - We're Here Because We're Here (2010)




Czekałem ja na ten album bite sześć lat w niepewności i niepokoju, od A Natural Disaster, czyli ostatniej na tamten czas odsłony geniuszu Anathemy. I cierpliwość moja została nagrodzona, a co najważniejsze obawa towarzysząca dalszym losom tych Liverpoolczyków rozwiana brakiem jakiegokolwiek poczucia rozczarowania. Mało tego ten album okazał się perfekcją w każdym dosłownie calu! Poetycki wymiar tych dźwięków niezwykle urokliwy – płyną one niczym strumień spokojny pozornie, jednak w odmętach jego, głębiej pod powierzchnią on wartki, pulsujący życiem w nim kwitnącym. Kiedy zanurzam się w kompozycjach z We're Here Because We're Here odbywam podróż trudno definiowalną, niczym w marzeniach sennych przebywam by odkrywać bodźce bogato emocjonalną paletą różnorodnych barw malowane. Album to równie subtelny w formie jak i żywiołowy w kształcie, w żadnym stopniu pomimo progresywnego rysu nieprzypominający ociężałych pretensjonalnością produkcji dla konwencji tej charakterystycznych. Różnicę czyni pulsująca podskórnie dynamika, nerwowa faktura, czasem wręcz pazur drapieżny. Tak wiem, szafuje opisem skrajnym biegunowo, jednak w tej dla laika balladowo-ckliwej powłoce ukrywa się tak potężne napięcie, iż zwyczajne definiowanie tego krążka jako takiego sobie pitu pitu – zbrodnicze. Wyłącznie pozbawiony całkowicie wrażliwości muzycznej, przypadkowy słuchacz w estetyce tej odnajdzie li tylko smutny gimnazjalny szloch. Każda kompozycja wyjątkowa i aż kusi by detalicznie ich strukturę w każdym przypadku rozpatrywać, jednak nie poddając się tej pokusie tylko znaczenie podkreślę deklamacji z Presence, wyraźnie bliźniaczej Hope z legendarnej Eternity, A Simple Mistake pęczniejącej od pomysłów, punkt kulminacyjny przeciągającej aż do porywającego finału, czy Get Off, Get Out ewidentnie nawiązującej do jeżozwierzowej formuły. Klamrą obejmując refleksje powyższe do zaskakującego pod względem światopoglądu jakim się kieruje wniosku dochodzę. Absolutnie subiektywnie nie pojmując i nie odczuwając fenomenu istoty najwyższej, wciągnięty w magię tych utworów zastanawiam się skąd talent taki i wyobraźnia u tych muzyków. Siłą rzeczy dotknięci zapewne zostali darem dla mnie pochodzenia niezrozumiałego, tak pięknym w postaci najczystszej, iż tylko od łaski najwyższej mogącym pochodzić (co ja plotę!). Zwyczajnie słuchając tej szlachetnej kreacji dotyk dobra odczuwam, wnioski zaskakujące snując. Coś mi Anathemo uczyniła, że ja typ racjonalny w mitach wytłumaczenia poszukuje. Kiedyś z mrokiem byłaś utożsamiana, niemal diabelską istotą dla wielu dotknięta, dziś w tobie światło najjaśniejsze zawarte, drogę do bycia lepszym ukazuje. Zaprawdę powiadam wam coś chyba w tym ;) być musi! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj