czwartek, 29 września 2016

Far from Heaven / Daleko od nieba (2002) - Todd Haynes




Wzorowe maniery, staranny język i dom z ogródkiem wprost z katalogu. Mąż/ojciec, elegancki człowiek na stanowisku, bez przerwy w pracy, w odpowiednio zdystansowany sposób traktujący potomstwo, z immanentnym autorytetem i właściwym miejscem w familijnej hierarchii. Żona/matka urocza, przesadnie zadbana i zaangażowana w staranne wychowanie pociech, w działalność kulturalną i charytatywną, w życie rodziny i społeczności lokalnej. Ogólna szczęśliwość dobrze sytuowanej rodziny na wypielęgnowanych amerykańskich przedmieściach połowy ubiegłego wieku. Kino doskonale i czarująco wystylizowane na modłę hollywoodzkich produkcji z lat 50-tych (nawet napisy początkowe i końcowe jakby wyrwane ze złotego okresy fabryki snów). Z urzekającymi lokacjami, zdjęciami wyrafinowanymi i muzyką ustawicznie towarzyszącą pełnym emfazy dialogom. Wszystko cudnie, według archetypicznego szablonu - technicznie zrekonstruowana formuła i życie płynące spokojnym nurtem. :) Tylko niestety okazuje się, że spod tego starannie przygotowanego makijażu okrutna rzeczywistość wyłazi, gdyż małżonek posiada jeden taki felerek, a małżonka z czarnym jest widywana, przez co masa komplikacji się pojawia. :) Nie zrozumcie mnie błędnie, że drwię sobie, bo to poważne dzieło, technicznie perfekcyjnie zrealizowane, ale jego świadoma konstrukcja, męczącą manierą na wskroś przesiąknięta - tak intensywnie, że trudno seansu nie kwitować ciężkim westchnieniem. Stąd trudno ten obraz bronić, prawdę mówiąc nie czuję się do końca komfortowo w tej roli, wiedząc że narażę się w rzeczy samej na zarzuty taniego sentymentalizmu i wrażliwości emocjonalnej na poziomie melodramatu. Ja doceniam i dostrzegam pomiędzy wizualnym kolorytem, a idealnie oddaną konwencją sporo wartości emocjonalnej i erudycji intelektualnej, jednocześnie wciąż broniąc się przed pretensjonalnością pierwszego planu.

P.S. Widzowi otwartemu przed seansem zalecam przygotowanie odpowiedniego dystansu, osobnikom gruboskórnym seans odradzam. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj