wtorek, 11 lipca 2017

Fear Factory - Archetype (2004)




Sporo wydarzeń przykuwających uwagę w sensie niemuzycznym pomiędzy Digimortal, a Archetype w obozie fabryki strachu się wydarzyło. Jeśli pamięć mnie nie zawodzi wpierw Burton C. Bell podjął zaskakującą (tak jakby nieodwołalną ;)) decyzję o opuszczeniu formacji, by w chwile później wycofać się z tego pomysłu i oznajmić, że wykopany został Dino Cezares. Gitarę przejął basista, a za osierocony bas chwycił znany ze Strapping Young Lad Byron Stroud. W tym przemeblowanym składzie przyszło ekipie dowodzonej przez wokalistę (już bez konkurencji ze strony drugiego samca alfa) stawić czoło nie tylko wymaganiom jakościowym ale i przede wszystkim zadaniu utrzymaniu fanów dla których Dino Cezares był głównym powodem zainteresowania. Sam odnosiłem wrażenie, że nomen omen fundamentem FF postawny, znaczy pulchny gitarzysta, więc obawy ogromne miałem jak brak tak charakterystycznego wiosłowego i jego niezaprzeczalnego kompozytorskiego talentu wpłynie na zawartość Archetype. Obawy okazały się niepotrzebne, gdyż otrzymałem do łap produkt w pełni zaspokajający moje potrzeby, a nawet w mojej opinii często stającej w opozycji do "nieomylnej" większości, przewyższający mocą i chwytliwością ostatni krążek z Cezaresem. Digimortal miał swoje momenty, ale to właśnie Archetype wykorzystujący z wyczuciem całą gamę charakterystycznych cech muzyki Fear Factory porwał mnie od początku do końca. I mimo, że mógł się wydawać zbiorem numerów szybciej przyswajalnych, intensywniej melodyjnymi zaśpiewami obdarowanych to jego wartość udowodniły lata z nim kontaktu i absolutnie nieodczuwalny wpływ czasu i nieprawdopodobnej ilości odsłuchów. Tak ponad dekadę  temu jak i dzisiaj krążek z 2004-ego roku uznaję za brakujące ogniwo pomiędzy kultowym Demanufacture, a Obsolete, którym coraz mocniej w nu metalowy trend się wpisywali. Walor Archetype tkwi w dużej dojrzałości i permanentnej dramaturgii, bowiem przestrzenne kompozycje skonstruowane za zasadzie kontrastów nie dają absolutnie powodów do narzekania, iż wątek szarpany nie spaja się odpowiednio płynnie z tym melodyjnym. Niestety radość z odrodzenia nie trwała długo - zadowolenie z gęby natychmiast zdjął mi nagrany w zaledwie kilkanaście miesięcy później Transgression, jednak o nim później, dużo później napiszę, gdy zechcę żółć wylewać. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj