piątek, 10 października 2014

The Deer Hunter / Łowca jeleni (1978) - Michael Cimino




Czy jak wszyscy wokół co na kinie się znają, twierdzą, że to dzieło i klasyk bezdyskusyjnie, to ja mimo pewnych wątpliwości też taką na zewnątrz ocenę mam prezentować? Może rozsądek powinienem zachować i zamiast poddać się tej przesadnie dominującej tendencji, dać do zrozumienia w formie konstruktywnej krytyki, co mi w tym "łowcy" nie gra? Pytania retoryczne, bo jak z czymś nie do końca się zgadzam to pod prąd nie mam obaw płynąć. ;) Tym bardziej, że w tym konkretnym przypadku moja percepcja obrazu Michaela Cimino wcale nie tak zupełnie odległa od tej przez koneserów prezentowanej. :) Zwyczajnie uważam przede wszystkim, że ta epickość formy w trzygodzinnej projekcji zamknięta nie do końca z bezpośrednią brutalnością i surowością przekazu się zazębia. Ta bogata wizualnie, sugestywna i zawierająca w sobie masę istotnych detali scena weselna zbytnio czasowo rozwlekła, a kontrastowe przejście z polowania do działań wojennych zbyt gwałtowne. Sam konflikt pokazany nader jednowymiarowo, a ocena jego stron nad wyraz tendencyjna. Psychologiczny rys postaci nazbyt jaskrawy, a metafora ślepego losu w rosyjskiej ruletce zawarta, zbyt obfitą ilością krwi zbryzgana. Szkoda, bo materiał był bardzo dobrej jakości, niestety krawiec tnąc go zamaszystymi ruchami nieco źle spasowaną odzież uszył. W niej klient może nie wygląda groteskowo, jednak brakuje mu szyku i elegancji. :) Wiem, rozumiem zamiary, doceniam zaangażowanie i pracę w uzyskany efekt włożoną, ale wciąż mimo chęci nie jestem w stanie do takiego kroju się przekonać. To chyba chodzi o gust, a o nim to się podobno nie dyskutuje. :)

P.S. Do formy mam zastrzeżenia, żadnych natomiast do kreacji tych wszystkich współcześnie aktorskich ikon. Klasa najwyższa i kropka!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj