poniedziałek, 28 września 2015

Solaris (2002) - Steven Soderbergh




Przyznaję bez bicia, znaczy używania w wersji praktycznej środków przymusu bezpośredniego, że oryginału Lema nie znam. Mam na półce tylko czasu zawsze za mało by przeczytać, kiedy tyle do sprawdzenia gorących biografii person ciekawych. Stąd, że ta wizja Soderbergha okrojona, bądź bardzo luźno nawiązująca do prozy Stanisława Lema dowiedziałem się opinie i recenzje przeglądając. Nie odnoszę się więc naturalnie do pierwowzoru, a tylko do samego filmu zaznaczając, iż ekranizacja jakakolwiek by nie była nigdy pod względem bogactwa treści literackiej formie nie dorówna, to oczywiste. To kino s/f głęboko w filozofii i psychologii zatopione, intensywnie naukowe z masą pytań i nielicznymi odpowiedziami. Skomplikowane i wymagające skupienia pełnej uwagi, a że ja akurat tego wieczora podczas seansu zmęczony byłem to nie bardzo radę dawałem. :) Moralne dylematy, wybory egoizmem skażone dostrzegłem, tyle że ten błyskotliwe przenikliwy kontekst realizacyjnie zbyt sterylny się zdawał. Emocji ze mnie nie wykrzesał tylko podziw intelektualną maestrią wzbudził, ale to chyba wyłącznie zasługa Lema co fundament postawił. Takie umiarkowane zadowolenie mi towarzyszyło - czułem się zaintrygowany, lecz bynajmniej nie pobudzony. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj