poniedziałek, 9 listopada 2015

Gentlemans Pistols - Hustler's Row (2015)




Oh yeah yeah yeah yeah yeah yeah! Tak sobie pozwolę zacząć za wokalistą tych "vintage'owych" wyspiarzy skandując. :) Oni we wspaniały nastrój swoją kolejną płytką z łatwością mnie wkręcają, dając jednocześnie solidny zastrzyk pozytywnej energii - takie to różowe okulary i duża tabliczka czekolady w jednym. :) Wystarczy spojrzeć na ich wygląd by już szeroki uśmiech na gębie się pojawił, a gdy zaczną bioderkami wywijać i nóżkami potupywać w rytm Devil's Advocate on Call to ja (chociaż moja natura raczej pesymistyczna i sarkazmem tryskająca) z marszu w wesołkowatego gościa się zmieniam. :) Sporo w tych dźwiękach endorfin i za to ich uwielbiam. Nie silą się na wyreżyserowane pozy, nie zgrywają zblazowanych rock'n'rollowców i co najważniejsze nie dbają o swój sceniczny wizerunek bo go zwyczajnie nie mają. Chyba, że uznać iż spory dystans do siebie to ich naturalna poza która ten wizerunek tworzy. :) Proszę mnie jednak opacznie nie zrozumieć, bo to żadni tam pajace, którzy ponad dobrą muzykę zgrywę stawiają tylko goście z pasją dla których kapitalne rockowe dźwięki idealnym środowiskiem rozwoju. Nakręcają zatem ten retro rockowy trend zdecydowanie w rock'n'rollowa uliczkę z impetem wjeżdżając - tam gdzie Phil Lynott Thin Lizzy zaprowadził i gdzie wielu mu podobnych satysfakcję płynącą z granej muzyki odnalazło. Mnie te okolice jako przyjazne się kojarzą i chętnie w nie się zapuszczam. Kiedy proza życia przytłacza, rutyna bezlitośnie spontaniczność morduje, gdy bezradny ręce załamuje lub wściekły wulgaryzmami sypię. Wtedy tak dla równowagi by harmonię przywrócić zwracam się w stronę optymistycznej gitarowej galopady, a Hustler's Row podobnie jak poprzednik w postaci At Her Majesty' Pleasure staje się oczywistym wyborem. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj