piątek, 10 czerwca 2016

Moje córki krowy (2015) - Kinga Dębska




Obraz bardzo dobrze przyjęty przez wybredną polską krytykę i doceniony sporą sympatią przez zwykłą publiczność. Dojrzały dramat, a może bardziej błyskotliwa obyczajówka pozbawiona drażniącego nadęcia, rozdzielania włosa na czworo, bez typowej dla polskiej szkoły jękliwości, z łebskim poczuciem humoru, a jednak na poważnie z autentycznymi głębokimi emocjami. Przenikliwa analiza oparta na trzeźwych spostrzeżeniach i zaangażowanych od wewnątrz obserwacjach. Z wybornym tematem muzycznym akcentującym nieprzeholowaną nostalgię, wyraziście skrojonymi postaciami i naturalną, przekonująca grą aktorską Agaty Kuleszy, Gabrieli Muskały, Mariana Dziędziela, Marcina Dorocińskiego - wszystkich bez wyjątku. Mały film o dużym znaczeniu, niezwykle prawdziwy bez koloryzowania, taniego sentymentalizmu, czy telenowelowego banału. Za to z masą wrażeń do intensywnego przeżywania przez wzgląd na szeroki wachlarz pojawiających się postaw bohaterów i odniesień do osobistych doświadczeń. Bo niestety choróbska są w życiu nieuniknione, pytanie tylko, kiedy trzeba będzie się z nimi zmierzyć i w jakiej skali. Czas płynie nieubłaganie, nie stajemy się młodsi i nie jesteśmy odporni na słabości organizmu. Czy poradzimy sobie poddani presji, narażeni na stres, z poczuciem odpowiedzialności, z przygniatającym ciężarem bezradności i około rodzinnymi zgrzytami. Jak przebrniemy przez te próby, w jakim stylu, z jakimi stratami, z jakim bagażem? Kinga Dębska nie podpowiada ewentualnych rozwiązań, nie moralizuje i nie osądza. Opowiada pouczającą rodzinną historię bez fałszów, autentycznie ze swadą, w której walor szkoleniowy istnieje, tyle, że sprowadza się on wyłącznie do bezcennej prawdy stwierdzającej, iż jesteśmy niedoskonali, zarówno z wadami jak i zaletami. Różni od siebie, ale przez tą odmienność także dla siebie inspirujący, a przede wszystkim sobie potrzebni. Bo właśnie taką rolę powinna pełnić rodzina, pielęgnować poczucie dystansu do spraw błahych, wspierać i próbować przynajmniej starać się rozumieć z empatią i dobrą wolą nasze słabości. Wybuchy złości, szczere częstokroć przykre wyrzuty, wzajemne pretensje i żale nagromadzone latami, wrzące i eksplodujące znienacka. Bo emocje muszą prędzej czy później znaleźć ujście, a my powinniśmy być przygotowani na zmierzenie się z ich konsekwencjami, gotowi na przekształcenie ich energii w konstruktywne paliwo. Pretekst do ich przepracowania z pewnością się znajdzie i niekoniecznie musi być to choroba czy śmierć bliskich. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj