piątek, 21 października 2016

Popiół i diament (1958) - Andrzej Wajda




Zgłaszam nieprzygotowanie, uderzam się mocno w pierś i ze wstydu nisko pochylam głowę. Liczę na wyrozumiałość, bo tak orientuje się pół na pół we wczesnych dokonaniach mistrza. Na marne usprawiedliwienie mam wyłącznie fakt, że ogólnie maniera aktorska kina szczególnie tego powstałego do późnych lat sześćdziesiątych od zawsze mi nie leżała, pozbawiając mnie pełnej przyjemności z obcowania także z najbardziej cenionymi klasykami z tego okresu. Znam większość z nich fragmentarycznie, bo upór telewizji publicznej dawał nieraz okazje do zmierzenia się z nimi. :) Niestety wytrzymanie wszystkich rund ze przestylizowaną klasycznie sceniczną teatralnością w moim przekonaniu graniczyło z cudem. Teraz jednak zmotywowany okolicznościami, chcąc należny hołd wybitnemu reżyserowi złożyć uparłem się że wczesny dorobek Andrzeja Wajdy zgłębię i na początek los podsunął mi pod nos Popiół i diament. Zatem uprzejmie donoszę po odbytym w skupieniu seansie (tak, w końcu się udało :)) co następuje. Rok 1958, czyli głęboka komuna, a tu taka produkcja powstaje i zostaje przepuszczona przez sito cenzury – zadziwiające, prawda? Jak się okazało, część towarzyszy z partyjnymi legitymacjami to byli ludzie nieprzemieleni doszczętnie przez propagandę, na szczęście nie w pełni związani ideologicznymi przekonaniami z ówczesną linią – a i nieco stopniało radykalne zaangażowanie twardogłowych po wydarzeniach z października roku 1956, pozwalając niestety na wyłącznie chwilowe poluzowanie więzów. Sprzyjające okoliczności zatem Wajda z ekipą wykorzystał sprytnie, by kontrowersyjne treści z wymaganym umiarkowanym radykalizmem (wiem, że to oksymoron) ukazać. Zrobił to z faktograficzną precyzją i artystycznym zacięciem, a przede wszystkim emocjonalną siłą. Z tych trzech składników wielkie kino stworzył, a niebagatelna w tym zasługa całej plejady wybitnych aktorskich indywidualności (zaprzeczam sobie/manierę doceniłem :)) na których tle debiutujący w roli pierwszoplanowej Zbyszek Cybulski wypada jednocześnie zadziwiająco barwnie i kontrastowo amatorsko. Chociaż posiadający odpowiednie przygotowanie merytoryczne Cybulski to nie samouk, taki wyrwany z ulicy zwyczajny naturszczyk, to jednak w sposobie gry zupełnie odmienny. Magia jego nie tkwi w klasycznie ukształtowanym warsztacie, tylko w ogromnej wyobraźni i może przeładowanej egzaltacją, ale trafiającej do serca emocjonalności. Nie są to przecież gesty jedynie wystudiowane, a wynikające z jego natury i mentalności (tutaj spekuluję), stąd tak postrzegana postać Maćka Chełmickiego może być odbierana jak wtłoczona w anturaż epoki nieco przekornie, z premedytacją, by podkreślić jej istotną rolę. To ciekawe posunięcie, zapewne mające na celu uwypuklenie kontrastu pomiędzy przedwojennym aktorskim pokoleniem, a młodzieńczą finezją nowej fali, tłamszoną z uporem komunistycznym marazmem - James Dean na miarę socjalistycznych możliwości? Tym sposobem Wajda genialnie zarysował labilną dyferencję między romantycznym idealizmem, a dojrzałym pragmatyzmem, które nie zawsze powiązane z wiekiem jednostki. Nadchodzący okres moralnej anomii to czas z rodzącymi się karierami prostackich dygnitarzy, cynicznych propagandzistów, zachłyśniętych możliwościami ideologicznych architektów, oddanych sprawie dogmatycznych utopistów lub też (i to jest właśnie walor filmów Wajdy) szlachetnych postaci, które jedynie w skomplikowanej historii zaplątane po stronie nieodpowiedniej się znalazły. W tym powojennym politycznym chaosie nic nie jest jasne i oczywiste, wszystko zaś zawiłe i pokorę u wartościujących wzbudzające. To obraz który nie jest bajeczką, w której prosty podział na zło i dobro dostarcza łatwego utożsamiania się z postaciami, chociaż spostrzegany bez odpowiedniej znajomości historii może być niestety zbyt dosłownie odebrany. To już jednak nie wina Wajdy.

P.S. Dla pełnego kontekstu uzbroiłem się w wiedzę pochodząca od samego mistrza, który wielokrotnie z pasją opowiadał o historycznym tle powstania ekranizacji powieści Jerzego Andrzejewskiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj