czwartek, 3 listopada 2016

Genius / Geniusz (2016) - Michael Grandage




Opowieść biograficzna, gdzie dwie postaci niemal całą uwagę na sobie skupiają. Pisarza ekscentryka, pasjonata z nadpobudliwością psychiczną i ruchową, człowieka w rodzaju maksimum słów/maksimum treści i redaktora z wydawnictwa, niezwykle spokojnego, stonowanego i powściągliwego, dżentelmena, dla odmiany w typie minimum słów/maksimum treści. :) Sednem historii, więc relacje między nimi, starcie i koegzystencja skrajnych osobowości, skojarzonych ze sobą wspólnym interesem i zupełnie różnym spojrzeniem na ich realizację. Budzi się w tej sytuacji dynamiczna fascynacja, pełna ostrych wiraży i tylko incydentalnie szerokich prostych. Tak już jest, gdy osobowość artysty ekstrawertyka w twórczym amoku funkcjonująca, zatracająca się w szale ustawicznej weny zderza się z chłodną introwertyczną psychiką człowieka dojrzałego mentalnie i pozbawionego spontaniczności. Ten rozemocjonowany utracjusz jadący na intensywnym speedzie, z nerwicą na granicy obłędu przelewa na papier to co ma w sercu i duszy. Musi to zrobić natychmiast by nie pozwolić wyparować ulotnemu natchnieniu, aby myśli osobistej dać szansę na wieczne istnienie. W takich okolicznościach wokół niego brak miejsca dla osób najbliższych, on poświęca wszystko jednemu celowi i wyłącznie kontakty ogranicza do tych, którzy umożliwić jego realizację mu pomogą. Stąd szereg kolejnych komplikacji wynika i emocjonalna zawierucha wokół na rozmiarach przybiera. Szansa dla wydawnictwa i możliwość zbudowania kariery dla pisarza, a w życiu osobistym ferment i niemal literacki dramatyzm. Sukces, splendor, oczekiwania i presja - konsumowanie triumfu i profitów za jego osiągnięcie. Jego ojców dwóch, bo w tandemie tkwił prawdziwy geniusz, współpracy i w sumie to przyjaźni okupionej mnóstwem cierpliwości po jednej stronie i szeregiem kompromisów po drugiej. Nieokiełznanego artysty z doświadczonym rzemieślnikiem - utalentowanego narwańca z odpowiedzialnym mentorem. Kino w reżyserii debiutanta, a ze smakiem i sprawnością zrobione. Może to w większym stopniu zasługa pastelowej scenografii (ha! facet kolory identyfikuje ;)), przymglonych zdjęć, historii przez życie napisanej, a może przede wszystkim świetnych kreacji aktorskich Colina Firtha i Juda Law? Bez względu na to, kto głównym motorem bardzo dobrego efektu, to naprawdę  porządny kawałek kameralnego kina dla miłośników gatunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj