piątek, 4 listopada 2016

Woodkid - The Golden Age (2013)




Oj zastanawiałem się chwilę, i nie czy przyznawać się do kontaktów z tego rodzaju twórczością, bo to żaden wstyd, że horyzonty zwolennikowi gitarowej muzyki się poszerzyły i od czasu do czasu wrzuci do odsłuchu granie bez riffu. :) Bardziej mam na myśli, że rozważałem ogólnie czy próbować napisać coś z perspektywy laika o muzyce, czy gatunku, który mnie niemal zupełnie nieznany. Ja w ogóle i w szczególe to nie wiem nawet jak Woodkida osadzić gatunkowo, a jedyne skojarzenia, jakie mi przychodzą oscylują wokół bandów w rodzaju Alt J, czy Of Monster and Men. Zatem napiszę, bo się cholera finalnie jak widać na to porwałem, ale tylko w okrojonym do odczuć duchowych stylu, że mnie człowiekowi z zupełnie innej dźwiękowej bajki podoba się to rytmiczne nadmuchiwanie patosu. Rozbuchane orkiestracje, cały show i koncept wizualny wokół  kompozycji realizowany - tak, widziałem obrazki z koncertów i clipy. Bardzo ilustracyjne korzystanie z możliwości całego szeregu elektronicznych zabawek, we współistnieniu z mocą instrumentów perkusyjnych, dęciaków i pianina/fortepianu, cholera wie, może to wszystko leci z syntezatora? :) I nawet jeśli czuję podskórnie, że to tylko i wyłącznie moje incydentalne wycieczki w te rejony, to jak tylko jakieś wieści o kolejnych wydawnictwach Woodkida i jego krewniaków się pojawią będę je sprawdzał. Kiedy nastrój będzie odpowiedni, za oknem szarości i mrok, a gitarowej ekwilibrystyki przejedzenie nastąpi. By sobie reset zrobić, umożliwić jeszcze pełniejsze zrozumienie, że nie ma uprzywilejowanych gatunków, które są obiektywnie dobre i kropka. Wokół nas tyle w muzyce obfitości, owoców wartościowych mniej lub bardziej, znajdujących większą bądź mniejszą ilość zwolenników, obdarowujących swymi walorami smakowymi tych, którzy na określone muzyczne bodźce są wrażliwi. Gdyby dzień trwał znacznie dłużej niż 24 godziny, a czas przeznaczony na korzystanie z dobrodziejstwa kulturalnego nie ograniczał się niemal wyłącznie do tych chwil po pracy, to jestem przekonany, że wiedziałbym więcej, rozumiał więcej i czuł więcej. Może i na Jazz Jamboree lub na Warszawskiej Jesieni bym zagościł. Kto wie, może kiedyś porwę się na tak brawurowy ruch i będę w końcu elitarny. :)

P.S. Pisałem chyba na początku, że jak się nie znam, a na siłę chcę do strony przypiąć kolejny materiał, to płynę w ogólniki, jakieś nie do końca kontrolowane dygresje i prywatne ambitne fantazje. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj