sobota, 6 lipca 2013

Soundgarden - Badmotorfinger (1991)




Kilka słów refleksji dotyczącej Badmotorfinger sklecić zapragnąłem z inspiracji grupy utyskującej, jakoby powrót zeszłoroczny (!) Soundgarden smętny, nudny, cech najlepszych, wczesnych produkcji sprzed lat pozbawiony. Zatem chociaż czynie to z ogromną przyjemnością od lat dosyć systematycznie, kilka odświeżających przesłuchań Badmotorfinger odbyłem z sentymentem powracając do czasów kiedy to album ten w moim decku kręcił się intensywnie. A było to w połowie lat 90-tych, gdy nazwa Soundgarden w mojej świadomości funkcjonować zaczęła, za sprawą Superunknown i zawartych tam smakowitych kompozycji na czele z singlowymi, obrazkami video promowanymi Fell on Black Days, Spoonman i Black Hole Sun. Które to wtedy w jeszcze typowo muzycznym kanale MTV śmigały, a częstotliwość ich pojawiania była równa tym ówcześnie największym plastikowym hiciorom na kolorowych platformach dla pop-danceowo-hiphopowych smakoszy. Rozkochany w tych perełkach, oczywistym instynktem kierowany sięgnąłem niemal natychmiast do przeszłości grupy, gdzie krążek z roku 1991 lśnił równym blaskiem co super przebojowa super nieznana. Po kilku przesłuchaniach dziwiąc się jakim zbiegiem okoliczności kilka lat wcześniej ogród dźwięku nie dotarł do moich uszu. Jak się okazuje wyjaśnienie tej zwłoki jasne, gdyż w rok 91-szy to pomimo, iż raczkującym kapitalizmem już naznaczony w charakterze polskiego rynku jeszcze mocno w poprzedniej epoce za sprawą piractwa fonograficznego tkwiący Nie mówiąc już o braku czy jedynie dla najzamożniejszych dostępnych zachodnich kanałach stricte muzycznych. Co jednak najważniejsze, ja sam rockowo-metalową niszę jeszcze wtedy dopiero nieśmiało obwąchiwałem – nawiasem mówiąc trzy, cztery lata różnicy, a w mentalności muzycznej mojej przepaść dosłownie. Jednak do meritum, do kwestii merytorycznych przejść należy używając tak oklepanego politycznego sformułowania. Jaki jest ten obiekt kultu z perspektywy czasu? Mianowicie, rzecz priorytetowa - niezwykle współczesny od brzmienia po same kompozycje. W żadnym momencie obcowania z tym albumem nie odnoszę wrażenia, iż powstał już 22 lata temu co przy obecnych standardach kiedy często produkcja starzeje się niemal w oka mgnieniu zasługuje na wielkie uznanie. Poszczególne kawałki przepełnione są fenomenalną zabawą rytmem i konwencją, pełne biegłości instrumentalnej i pasji zawartej w głosie Cornella. To krążek w którym odbija się młodzieńcza werwa i niezwykły talent, kompozycje są niepokorne zarazem dając już wtedy sygnał, iż muzyka to także zdecydowanie dojrzała w kwestii warsztatowej. Bogaty aranżacyjnie, zdominowany przez utwory o efektownym przebojowym potencjale, zanurzonym jednak w surowej aurze z niepokojącym mrocznym sznytem czy czasami nawet dysharmonią, szaleństwa mgiełką przypominającą że do czynienia mamy w tej pasjonującej materii jednak z młodzieńcza nadal kreacją. Zwyczajnie album to co do klasyki o wartości najwyższej należy, z każdorazowym kontaktem przynoszący emocjonującą dawkę dźwięków. Taki co głęboko w historie rocka wrył się na lata stając się dla wielu wykonawców niemal wzorem jakości, czymś na kształt wzorca z Sevres. Jednak siła rażenia jego największa w tym, że jest jeden, żadnej dorównującej mu kopii się nie doczekał, a sami jego twórcy nigdy nie podnieśli na niego ręki tworząc album mu podobny. Klasa właśnie Soundgarden w tym, że z każdą produkcją coś nowego, atrakcyjnego stylistycznie w obrębie własnej tożsamości stworzyli. Wracając zatem do wstępu tej refleksji dziwią mnie krytyczne uwagi w kierunku najnowszego krążka szczególnie porównujące go z trójką i z tej perspektywy wykazujący jego niższość. Badmotorfinger i King Animal to płyty które równie wiele łączy jak i dzieli, bez względu na detale równie pasjonujące, stąd płytkie konfrontowanie ich wydaje się obnażaniem niezrozumienia fenomenu formacji. W przekonaniu moim bowiem King Animal po raz kolejny udowodnił jakim Soundgarden jest kapitalnym tworem, a muzycy go tworzący fenomenalnymi artystami. Nie powtarzają się tylko pewnym dostojnym krokiem prą do przodu, wykorzystując to co najdoskonalsze w ich wcześniejszym dorobku do rozbudowywania swojej koncepcji dojrzałego rocka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj