czwartek, 11 grudnia 2014

Third Person / Miasta miłości (2013) - Paul Haggis




Reżyserską karierę Paula Haggisa w wielkim kinie od 2006 roku z ciekawością obserwuję, gdy wystrzelił oscarowym Crash, a w chwilę później wysoki poziom przy okazji In the Valley of Elah utrzymał. Tyle, że po tych świetnych projektach w moim przekonaniu spektakularnie o bruk pierdolnął, gdy żenującym The Next Three Days bezwstydnie chciał zaimponować. :( Na szczęście poszedł po rozum do głowy, bo za sprawą Third Person powrócił do estetyki w której udowodnił, że porusza się bardzo sprawnie. Nie jest to jednak typowa powtórka z rozrywki - fakt mozaika, ale mimo to bardzo zaskakująca. Obejrzałem, przeanalizowałem, własne hipotezy z innymi interpretacjami porównałem i WIEM! To co mnie w tym obrazie irytowało, ta nienaturalność pewnych zachowań bohaterów, taki specyficzny brak realizmu, we właściwym świetle widziane stały się jak najbardziej uzasadnione. Jestem pod wrażeniem! Sporo czasu tej produkcji poświęciłem by istotę zgłębić, bo ten film musiał dojrzeć, fakty, wątki się spleść i poukładać. To bardzo ryzykowne było ze strony Haggisa by nakręcić film, którego scenariusz tak skomplikowany, a brak zrozumienia treści tak bezpośrednio wpływający na jego odbiór i ocenę. Third Person jest trudny, wielowymiarowy, pełny metafor i kluczowych informacji ukrytych między wierszami. Wymaga cierpliwości, wyrozumiałości i pełnego skupienia w zamian finalnie dając tym, którzy odkryją sedno sporo satysfakcji. W tej łamigłówce prócz rzecz jasna intrygującej, a czasami wręcz irytującej formy równie ważny przekaz merytoryczny zawarty. Szczególnie silnie oddziałujący na każdego, kto szczęście ma, by być rodzicem. Nie mam zamiaru jednak samej idei opisywać, pewnych ścieżek interpretacji podpowiadać, czy szczególnie na kluczowe wątki zwracać uwagi. Sugeruje wyłącznie by w cierpliwość w czasie seansu się uzbroić, koncentracje na najwyższym poziomie zachować i nie lekceważyć istotnej roli detali. Przeżywać fabułę i na części składowe rozkładać, aby klucz odnaleźć – bez niego nie ma szans na w pełni głębokie doznania i zrozumienie założeń czy znaczeń.

P.S. Używanie w tekście oryginalnego tytułu z premedytacją założone, bo to tłumaczenie modelowym przykładem żałosnej strategii marketingowej dystrybutora. :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj