poniedziałek, 16 marca 2015

The Pursuit of Happyness / W pogoni za szczęściem (2006) - Gabriele Muccino




Przyznaje, że fanem aktorskiego „talentu” Willa Smitha to zupełnie nie jestem. Taka uprzedzeniami przesiąknięta postawa w istotny sposób może zaburzyć odbiór obiektywnie świetnego kina. Spowodować, że dobra rola sięgającego wyżyn aktora, mimo starań nie zostanie doceniona, a nawet na całokształt obrazu bardzo wyraźnym cieniem się położy. Szczęśliwie tym razem byłem w stanie swoją awersję do Smitha przezwyciężyć i w miarę docenić to, co na ekranie starał się dosyć autentycznie przekazać. Pewnie wpływ na to osoba reżysera miała, bo akurat to już drugi przypadek, kiedy w obrazie Gabriele Muccino aż tak wyraźnie gwiazdor mnie nie irytuje i tym samym ogólnego dobrego wrażenia, jakie opowiadana historia wywołuje nie psuje. Jej jądrem taki zwyczajny banał, ale ze sporym przekonaniem ukazany. To znaczy, że o swoje to trzeba wałczyć, liczyć przede wszystkim na siebie i własną determinację, która koniec końców na farta także trafi. Wiatr to zawsze biednemu w oczy wieje, los bezustannie pod nogi kłody rzuca, lecz ta uparta, porażkami znaczona passa też kiedyś swój kres musi osiągnąć. Wykorzystaj człowieku własne pięć minut, znajdź się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu i nie przepuść okazji. Wóz albo przewóz, pośrednich rozwiązań nie oczekuj. Jak pomimo ciągłych porażek unikniesz okazywania słabości to może mentalność zwyciężcy w sobie odnajdziesz, a konsekwencja i systematyczne działanie w pracy uskuteczniane do sukcesu cię zbliży. Takie i inne oczywistości na myśl przychodziły, gdy zapasy z życiem głównego bohatera obserwowałem. Może to nie było dla mnie filmowe przeżycie, jakie na mojej osobowości trwały ślad wyryło, ale jakieś emocje wykrzesało, szczególnie, że będąc rodzicem odpowiedzialność i poświęcenie ma dla mnie znaczenie. Warto więc obejrzeć nawet, kiedy drewniany warsztat Willa Smitha potrafi kilkukrotnie zirytować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj