poniedziałek, 1 lutego 2016

The Revenant / Zjawa (2015) - Alejandro González Iñárritu




Monolit, taki niemal trzygodzinny kolos i to bynajmniej nie na glinianych nogach, bo jakimże cudem obraz wyreżyserowany przez takiego giganta współczesnego kina jakim Alejandro González Iñárritu miałby takowe słabe fundamenty posiadać. :) Nie ma takiej opcji, szczególnie, że nie jestem w stanie przytoczyć tytułu którym Meksykanin by zawiódł. Jego Birdman pozamiatał w ubiegłym roku konkurencję w wyścigu o najważniejsze nagrody w branży i do realizacji Zjawy mistrz zatrudnił topowe hollywoodzkie nazwiska na czele z Leonardo DiCaprio, etatowym przegranym w walce o Oscara i rozchwytywanym ostatnimi czasy Tomem Hardy’m. Iñárritu nawet na chwilę nie traci impetu i idzie za ciosem dając sobie realną szansę na powtórzenie zeszłorocznych sukcesów, sięga poziomu niebotycznego i z w miarę przewidywalnej historii tworzy emocjonującą przygodę bogatą przede wszystkim w przełomowe rozwiązania wizualne. Obraz panoramiczny z masą zapierających dech w piersi ujęć oszałamia, ekspozycja w quasi monochromatycznej poświacie urzeka, a ukazana surowa przyroda zachwyca. Dynamika z jaką kamera pracuje to jakieś szaleństwo, ona wiruje, okrąża obiekty i postaci – sunie i mknie, góra, dół, przód i tył. Płynie z lekkością by epickie wrażenie filmowanym krajobrazem osiągać, by po chwili znajdować się w samym centrum brutalnej zawieruchy – porywające, nieprawdopodobne wrażenie robiąc. Tym sposobem inwencja non stop jest zachowana, napięcie coraz to wzrasta i opada by za moment sieknąć w widza kolejnym fajerwerkiem. Natężenie brutalnej akcji jest wprost proporcjonalne do emocjonalnego artyzmu, po połowie dzielą one pomiędzy siebie czas trwania obrazu. Panuje pełna harmonia, równowaga osiągana dzięki fantastycznemu zmysłowi kreowania spektakularnej przygody wespół z wartościowym przekazem. I nawet zarzut, iż postać z ogromnym fizycznym poświęceniem kreowana przez DiCaprio posiada ponadludzkie zdolności przetrwania, kiedy zbyt dużo i w nazbyt niewiarygodnych okolicznościach wszystko (dosłownie) przetrzymuje to i tak jestem w stanie ten drobny kit wybaczyć, gdy widowisko jakiego byłem świadkiem usprawiedliwia takie cuda. Jestem po seansie ogromnie podniecony i z egzaltacją napiszę – siła woli która pozwoliła Glassowi przetrwać, pragnieniem zemsty napędzana, choć po części przyniosła mu ukojenie. Jemu, tylko po części.

1 komentarz:

Drukuj