wtorek, 20 października 2015

Body / Ciało (2015) - Małgorzata Szumowska




Nic, w takim typowym filmowym rozumieniu pozornie się nie dzieje, bo to kino, które jakby niepostrzeżenie do życia bohaterów wchodzi, wgląd do niego zdobywa, bez ingerencji w kształt historii i przeżywanych emocji - skupia się zwyczajnie na człowieku i jego mrocznej emocjonalności. Środki realizacyjne są skąpe, ale w wirtuozerski sposób wykorzystane, niby kilka dysonansowych dźwięków, a harmonia zostaje zbudowana. Ona zauważalna po intensywnym zagłębieniu się w strukturę, gdzie przejmująca cisza, naturalne dialogi i wyborne operatorskie wyczucie kadru opowieść tkają. Posklejane chaotycznie sceny, pobieżnie niby bałagan lub też nonszalancja reżyserska to w gruncie rzeczy przemyślany dogłębnie koncept bogaty w sugestywną symbolikę. Jest tu metoda, tylko trzeba dostrzec to co pomiędzy wierszami w ciszy do nas wykrzyczane. Filmy Szumowskiej nie są dla każdego - to truizm ale w tym miejscu zasadny. Może przez to, że otoczone atmosferą elitarności tak bardzo mnie intrygują i zmuszają do poszukiwań ukrytych znaczeń, sensu i wartości. A może ja w całkowitym oderwaniu od zachwytów zawodowych krytyków zwyczajnie lubię te obrazy, które coś więcej ponad szablon oferują. Te "dzieła" co porzucają ze znakiem zapytania, bo są niejednoznaczne. 

P.S. Polska kinematografia dwoma skrajnościami stoi, u nas przenosi się na ekran ciężkostrawne, przygnębiające tematy lub totalne pierdoły w kolorowych, połyskujących i szeleszczących niemiłosiernie papierkach - dwa bieguny dominują, a pomiędzy nimi niewiele. Absolutnie nie jest to zarzut, bo jakaś tam równowaga zostaje zachowana. Intelektualiści swoją psychologiczną dawką refleksji się maltretują i zwolennicy zabawy w rytmach nieskomplikowanych też do kina na co pójść mają. Aktorzy z powołania ze świetnym warsztatem w pocie czoła wypracowanym zarobią i ci z przypadku do biznesu trafiający (bo ładny, ładna) także na życie w odpowiednim standardzie szansę dostaną. Takie salomonowe rozdanie - i duży wilk syty gdyż komercja napędzi oglądalność i mała owca cała, bo wilk najedzony już zeżreć jej nie musi. Jedni przyznają sobie nagrody festiwalowe ogrzewając się blasku wyrafinowanego splendoru, drudzy zaś srebrniki liczyć na kontach będą mając głęboko w dupie macanki i pożerany przez widza popcorn, które często większą atrakcją niż sam seans. Po jaką cholerę to piszę przy okazji kolejnej nagradzanej produkcji Małgorzaty Szumowskiej? Ano po to by dać do zrozumienia, że w tym systemie naczyń połączonych nie ma przypadku. Wszystko ma przyczynę i wiąże się z konsekwencjami. Dzisiejszy bardzo dobry jak na nasze warunki stan polskiego "biznesu" filmowego to konsekwencja współistnienia bez zgrzytów telewizyjnej popkultury, która na ekrany kin w postaci rozrywki się wbija z kinem ambitny, które zaś pretensji nie ma, że widz też czasem i niewyszukanej zabawy potrzebuje. Tyle się znam co zaobserwuję, ale mam takie przekonanie, że sporo prawdy w tym co powyżej napisałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj