piątek, 25 października 2013

Jesteś Bogiem (2012) - Leszek Dawid




Pisząc te słowa w tle leci Rage Against the Machine i wiem, że gatunkowe lata świetlne dzielą ekipę z Górnego Śląska od tych Amerykanów ale chciałem by choć po części poczuć ten rytmiczny feeling, a bez wątpienia twórczości podobnej Paktofonice nie łapie, stąd ten wybieg. Dodatkowo z pełną premedytacją zapoznałem się z obrazem Leszka Dawida dopiero po jakimś czasie od głośnej premiery, kiedy już ciśnienie promocyjne spadło, a hajp wśród latorośli mniejszy. Do rzeczy zatem! Kwestia pierwsza, czyli techniczne i artystyczne walory filmu, a tu pomimo ogólnie pozytywnego bez wątpienia wrażenia uczucie niewielkiego niedosytu się budzi. Fakt od strony montażu i zdjęć jest poprawnie - akcja płynie leniwie, monotonnie przesuwają się obrazy łącząc zwyczajne realistyczne kadry blokowiska końca lat dziewięćdziesiątych z intrygującymi próbami undergroundowej artystycznej wizji twórczej bohemy. Jednak jak na obraz gdzie pasja muzyczna bohaterów priorytetowa, więcej oczekiwałem kreatywnych nieszablonowych odjazdów. Plusem zdecydowanym gra aktorska, naturalna bez drażniącej sztucznej maniery czy na siłę pozowania na luzaków - brawa dla Marcina Kowalczyka, Tomka Schuchardta i będącego obecnie w blasku fleszy za sprawą Chce się żyć Dawida Ogrodnika, jak i fachowej ekipy z drugiego planu. Teraz do sedna jak sobie myślę czyli treści i przesłania jakie z Jesteś Bogiem ma zapewne wypływać. I jak tu nie zgadzać się z przekonaniem, że to życie pisze najbardziej fascynujące, dramatyczne scenariusze. Może w nich mało spektakularnym zwrotów akcji, które specjaliści jak trzeba sprytnie w konspekt wkleją, jakkolwiek dla większości zjadaczy tłustego, bezwartościowego kinowego fast foodu to bez znaczenia, liczy się show, efekt finalny. Tutaj akurat jak w szlachetnym kinie, wartość z codzienności, szarej zwykłej rzeczywistości, z którą bohaterowie się zmagają wynika. Zamiaru nie mam bawić się w krytyka hip hopowej sceny bo wibracji jaka z tej sceny płynie odczuć nie potrafię, klimatu jakim się te typy nakręcały nie trybie. Rozumiem i widzę jednak wyraźnie, że była w tym ogromna pasja i zaangażowanie, a takie cechy szanuje bezgranicznie bez względu z jaką formą sztuki są związane. Dodatkowo historia Magika ma wymiar uniwersalny - młodość, dojrzewanie, zagubienie, brak pokory, pewność siebie kamuflująca potrzebę akceptacji i pasja, która może równie skutecznie utrzymać z dala od samodestrukcji jak i do niej przybliżać. Nieistotne czy będzie to Magik lub inna postać ze świata przykładowo muzycznego, historia ta symptomatyczne kwestie poruszająca. Wrażliwy człowiek w dzisiejszym świecie często równa się byt stracony, wystarczy zbieg okoliczności i pozamiatane! Niedojrzały osobnik, nieprzygotowany do dorosłego życia, o wątłej konstrukcji psychicznej pada pod natłokiem zwykłych spraw, takich z którymi miliony innych walczą skutecznie, radząc sobie różnymi technikami i sposobami. Śmierć jak by to banalnie nie zabrzmiało nie jest wyjściem, żyjemy i życie czujemy w pełnej krasie dopiero gdy walkę z przeciwnościami zwycięską stoczymy. Szczęście to uczucie, które najintensywniejsze w kontraście do trudności, wtedy to w powszednich rzeczach widzimy paliwo nas napędzające, dające energie i przynoszące uczucie satysfakcji - to kwestia oczywista, kwestia perspektywy. Nie będę jednako podejmował się próby jakiejkolwiek analizy przyczynowej przedstawionych w obrazie Leszka Dawida działań. Targnięcie się na własne życie jak sobie wyobrażam skomplikowaną etiologią spowodowane być powinno. Sięgające głęboko wstecz, a wiedza ta bezpośrednio tutaj nie ukazana, a czytanie między wierszami obarczone ryzykiem subiektywnego spostrzegania. Nie mam prawa się tu wymądrzać, a pokora wobec takich zjawisk karze mi wpierw zamilczeć niż morały prawić. Czuje jedynie, że niestety zbyt drobne obiektywnie problemy ludzi do ostatecznych rozwiązań pchają, depresje i inne zaburzenia może dla mnie nie do końca zrozumiałe, a refleksja moja kontrowersyjna, mam niemniej silne przekonanie, że ich rolę w perspektywie kilkudziesięciu ostatnich lat się przecenia, a samą istotę demonizuje. Pomoc zawsze ważna, jednak często zamiast  motywacji, człowieka słabego jeszcze mocniej w użalanie się nad sobą na książkowych terapiach wbija. Zamiast popchnąć do działania, uzależnionego od głasków bidoka się kształtuje - Rabbit Hole z Nicole Kidman jakiś czas temu tu na łamach opisany kapitalnym przykładem. Wyczucia i intuicji tu potrzeba, a nie wyłącznie przemądrzałej, często jedynie lanserskiej lektury! Ale to tak na marginesie, bo pewnie bezpośrednio niewiele to ma wspólnego z obejrzaną historią. Problem wszak był, tragedia się zdarzyła. Stop! Bo zaczynam w zbytnie filozofowanie odjeżdżać.

P.S. Jeszcze jedna refleksja spokoju mi nie daje. Obawiam się, że przytłaczająca większość wyrostków nakręconych z powodów oczywistych na tą produkcję zupełnie jej przesłania nie ogarnie lub co gorsza zrozumie je zbyt pochopnie. Z całym szacunkiem dla nich to nie pozycja dla smarkaczy. I nie mam tu na myśli jedynie granicy wieku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj