piątek, 21 czerwca 2013

Cavalera Conspiracy - Inflikted (2007)




Brazylijski serial "Max Cavalera i jego odjazdy" od lat przykuwa uwagę oddanych fanów i kiedy to zaskakujące zakopanie topora wojennego z bratem – w sensie rodzinnym jak i młodzieńczych fascynacji muzycznych nastąpiło, a nowy projekt powstały dla uczczenia tej wiekopomnej chwili do życia powołany został zastanawiało mnie jedno! Gdzie ta nowa formacja swoją nisze odnajdzie? W skocznie „fuckowym” metalizowanym pitoleniu, pośród elektronicznych beatów czy może jednak tam gdzie Sepultura wiele lat temu realne zamieszanie bezkompromisowością i motoryką riffu zrobiła. I chociaż spory dystans miałem do buńczucznych zapowiedzi, w których to Max nową muzykę w kategoriach surowego hard core-thrashu umieszczał – po odpaleniu krążka na mojej gębie grymas uśmiechu zagościł, a serducho mocniej w takt tej o potężnym ładunku energii motorycznym graniu zabiło. Jak się nie po raz pierwszy zdarzyło, kiedy niewiele się po płycie spodziewałem w finalnym efekcie zmiażdżony cudem niejako zostałem. Surowe to zdecydowanie granie, gdzie pomimo braku eklektycznych zawiłości, efekt piorunujący instrumentaliści uzyskują dzięki pierwszorzędnie wystruganym riffom oraz dynamice wybuchowej z konkretnym ładunkiem chwytliwości. Łoją sobie oni ten bezkompromisowy, soczysty thrash z radochą wracając zapewne do fascynacji sprzed lat, kiedy przynależność do sceny i związane z tym ideały priorytetową role odgrywały, a muzyczne ambicje jedynie do napierdalania szybciej, mocniej i ciężej były ograniczone. Zupełnie nie spodziewałem się, że przyjdzie jeszcze taki dzień gdy Max na nowo prawdziwie dźwiękową wulgarną złość z siebie wyrzuci, oczyści choć na chwile swój organizm z nadętej i napuszonej parareligijnej estetyki dając wszystkim wyznawcom wściekłej, jadowitej gry satysfakcje ogromną. Kilka ładnych lat od premiery tego krążka już minęło, w międzyczasie następca Inflikted wypłynął, jednak pomimo wykorzystania podobnej recepty w żadnym stopniu debiutowi nie dorównał. Brakło mu niestety tego jadu co na jedynce infekował skutecznie, taki zbyt schematyczny się okazał wręcz czysto szablonowy z przerostem melodii słodyczą doprawionych co efekt zbyt mdły pozostawiło. Teraz jedynie z cierpliwością należy na ewentualną kontynuacje studyjnych poczynań Cavalera Conspiracy zaczekać. Nie poganiać, zbytniej presji nie wywoływać wszak Max jeszcze nie raz swoimi nieprzewidywalnymi posunięciami może zaskoczyć. Mam jedynie nadzieje, że w przeważającym stosunku na korzyść pozytywnego finalnego efektu. Optymista ze mnie? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj