Cieszę się
okrutnie, że po nieudanych pseudo-symfonicznych eksperymentach na Imperfect
Harmonies, Tankian do kompozycji w których od lat odnajduje się najlepiej
powrócił. Harakiri bowiem to monolit, który w swoim wnętrzu zarówno
"systemowe" petardy jak i pełne niekonwencjonalnych rozwiązań
pulsujące struktury ukrywa. Album to zwarty, zdecydowanie o potencjale
komercyjnym większym niż Elect the Dead -
jednak w żadnym momencie granicy kiczu nieprzekraczającym. Muzyczna wrażliwość
i kompozytorskie wyczucie Serja pozwala utworom, nawet tak blisko popularnej
popowej estetyki egzystującym efektu spłycenia unikać. Nasycenie numerów
wysmakowanymi detalami, wespół z melodyczno-wokalnymi orientalizmami szanse
daje w tych pierwotnie prostych kompozycjach wciąż nowe wątki odnajdywać. Po
wielokrotnym z albumem kontakcie jeden wniosek podsumowujący nasuwa się
wyraźnie - Tankian przerostu formy nad treścią uniknął.
P.S. I ten do Occupied Tears obrazek. Miód w postaci najczystszej!
P.S. I ten do Occupied Tears obrazek. Miód w postaci najczystszej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz