środa, 5 czerwca 2013

Spiritual Beggars - Return to Zero (2010)




Przyswajając obecnie najnowszą produkcje Spiritual Beggars, kilka słów w temacie poprzedniczki Earth Blues. Zaczyna się ten krążek dosyć niemrawo jednak z czasem wrażenie odniosłem, iż zabieg to ze strony muzyków jak najbardziej świadomy. Bowiem pełzający riff Lost in Yesterday, gładko wprowadza nas w klimat Return to Zero – krążka, który otwiera kolejny rozdział w karierze duchowych żebraków. Zmieniła się wyraźnie zarazem muzyka jak i w etap nowy na posadzie wokalisty wkroczył Apollo Papathanasio, dotychczasowy głos greckiego Firewind. I przyznaje, iż wieść o dołączeniu do tej wyjątkowej formacji power-metalowego południowca nie nastrajała mnie zbyt optymistycznie, gdyż z ciekawości zapoznając się z fragmentem dorobku jego macierzystego zespołu, barwa głosu przez niego prezentowana działała niezwykle drażniąco. Jakież zatem było moje zdziwienie, gdy po dziewiczym odsłuchu powrotu do zera, słysząc tego samego człowieka odnosiłem jednocześnie wrażenie obcowania z zupełnie inną jakością. Głos tu jego z pewnością bardziej drapieżny, silnie w klasycznym kanonie stworzonym przez ikony sceny ciężkiego rocka umiejscowiony. Konkretna to barwa w żadnym stopniu, gdyby nie wiedza o jego historii, w power metalowej niszy osadzona. Prawdopodobnie zasługa w tym nie tylko następcy J.B. ale i całej ekipy dowodzonej przez Michaela Amotta. Zdecydowanie pchnął bowiem tą maszynę na tory w branży hard rockiem nazywanej, gdzie silnie inspirowany klasycznymi dokonaniami Rainbow czy Deep Purple o decydującym klawiszowym sznycie, jednakże w wersji sporo cięższej, czasem wręcz rockowo-doomowej. Nie jest to jednak album jednowymiarowy, konstrukcja jego, charakter ma szczególnie interesujący za sprawą łamania dynamiki poprzez kompozycje, zrazu dynamiczne o specyficznej w przekonaniu moim pogodnej formie z tymi bardziej wolnymi o riffie mocarnym, solidnie osadzonym - taki to krążek jednocześnie dynamiczno-mozolny czy zwiewno-ociężały! Wspomnieć należałoby jeszcze, iż dodatkowym atutem produkcji tej jest użycie do budowy atmosfery albumu, utworów o akustycznym charakterze. Dodają one ciekawej jako całość mozaice ducha tajemniczości, subtelnej wrażliwości, mając istotny wpływ na moc produkcji w pełnym jej wymiarze. Return to Zero pomimo pierwotnie wielu moich obaw kolejnym niezwykle udanym krążkiem żebraków się okazał – takim co obok wcześniejszych perełek grupy bez najmniejszego poczucia zażenowania można postawić! Na koniec rączki zacierając, iż już w stereo moim świeże retro riffowanie w retro wydaniu dudni, zastanawiam się na ile płyt Apollo miejsce w szeregach formacji zagrzeje, czy aby J.B. nowego standardu nie wyznaczył i po dwóch produkcjach Amott kolejnego głosu dla swojego dziecka nie będzie poszukiwał. Zaufaniem jednak darze tego rudowłosego pracoholika, gdyż jak dotąd przeprowadzając roszady na tym decydującym dla formy zespołu stołku nigdy się nie omylił. Ma gość intuicje i talent niezaprzeczalnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj